ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ
Ciemnoskóry mężczyzna stał samotnie na opustoszałym, skalistym brzegu Wysp Cienia. Niespokojny, rozglądał się dookoła, a jego serce biło coraz szybciej. Towarzyszyło mu przerażenie, ukryte głęboko, by nikt nie mógł go dojrzeć.
Aura tego miejsca znacznie go osłabiała. Mocniej zacisnął
palce wokół dwóch śmiercionośnych pistoletów i powoli ruszył w głąb mrocznej
mgły, zwiastującej śmierć.
Robię to dla ciebie, Senna.
Głos ukochanej odbijał się echem w głowie Luciana, mieszał
się z krzykiem i piskiem żyjących tu istot. Brakowało mu towarzystwa. Żadna z
misji nie sprawiała mu przyjemności, nocami w pustym łóżku nękały go koszmary.
Strzelec wzdrygnął się, gdy między jego nogami przebiegła
niewielka istota. Na terenach takich jak te, każdy szmer mógł oznaczać ogromne
niebezpieczeństwo.
Mimo rosnącego strachu nie zamierzał się wycofać. Przysiągł,
że oczyści Shadow Isles z wszelkich wynaturzeń.
Podczas swojej wędrówki natknął się na siedlisko śmiercionośnych
stworzeń, dusz zaklętych w ciałach potworów. Nim zdążyły go zaatakować, oddał
kilka celnych strzałów, pozbawiających je życia.
Zdmuchnął dym wydobywający się z luf i dalej brnął przed
siebie.
Po niedługiej chwili dotarł do niewielkiego pagórka na
skraju głębokiego, wewnętrznego jeziora. Z otaczających zbiornik, niemalże
łysych już drzew o grubych pniach opadały ostatnie liście, wirując na wietrze.
Za wzniesieniem rozciągały się polany, niegdyś zamieszkałe
przez czerpiących radość z życia, ludzi. Niestety, po tym szczęśliwym krajobrazie
pozostały tylko ruiny, przypominające o jasnej przeszłości tego miejsca.
Mieszkańcy znikali jeden po drugim. Każdej śmierci
odpowiadało żerujące na tych terenach widmo. Na początku Klucznik nie pojawiał
się często, dokładnie obserwował każdy ich dzień, dbając, by nie byli tego
świadomi. Jednak z czasem chęć zakończenia nędznej, ludzkiej egzystencji była
coraz większa. Stworzenie zakradało się do nieodpornych umysłów ofiar, po czym
więziło ich dusze w zielonym blasku swojej latarni.
Strażnik Łańcuchów odpowiadał również za śmierć najbliższej
Lucianowi osoby, niczemu nie winnej Senny. Rozpaczliwie pożądając okrutnej
zemsty mężczyzna przyrzekł sobie, że duch więziennego nadzorcy będzie ostatnim,
z którym rozprawi się przed opuszczeniem Wysp Cienia. Pragnął delektować się
każdą chwilą jego męki, tak jak on postąpił z piękną żoną Kleryka.
Przemierzając zgliszcza domostw, strzelec nie zatrzymał się
ani razu. Okropna sceneria wywoływała jeszcze większe przerażenie.
Droga do starej świątyni nie była daleka. To właśnie w jej
pozostałościach uwięziony w ciele potwora dusza, stworzyły swoje gniazdo.
Wystarczyło tylko kilka strzałów z broni palnej, by skrócić
jej wieczne cierpienie, pozwalając opuścić to zamglone miejsce i powrócić do
świata umarłych.
Lucian pokonał kolejny pagórek, po czym stanął przed
rozpadającą się wieżą. Wszedł do środka, zdjął ze ściany lampion i go odpalił.
Skierował się w stronę zakurzonych schodów, pokrytych pajęczynami.
Robię to dla ciebie, Senna.
Z głębi podziemi wydobywały się głośne ryki. Kleryk Broni
stąpał cicho i bardzo ostrożnie. Nie spieszył się, głośne łomotanie serca i
płytki oddech zaburzały jego koncentrację.
Droga w dół wydawała ciągnąć się w nieskończoność. Co jakiś
czas pod nogami przelatywały niewielkie spojrzenia, przypominające szczury.
Chowały się w mrocznych zakamarkach między kamiennymi blokami.
Po kilkunastu minutach strzelec w końcu dotarł do celu. Postawił na podłodze niewielkie źródło światła. Rozglądając
się dookoła przestronnego pomieszczenia, w którym się znalazł, zauważył ogromne
stworzenie. W niczym nie przypominało człowieka, którym najprawdopodobniej
kiedyś było.
Rozmiarem kilkakrotnie przewyższało mężczyznę. Z górnej
partii ciała wystawały mu trzy pary kończyn. Potwór stawiał mocne kroki,
rozkładając ciężar swojego ciała na dwóch wielkich stopach. Jego zielone ciało
pokrywało bujne owłosienie.
Gdy zauważył gościa na swoim terenie, złapał sporych
rozmiarów kamień i rzucił nim w przybysza. Ciemnoskóry bez problemu uniknął
pocisku, wykonując szybki ślizg w bok.
Ten ruch nieco rozzłościł
olbrzyma. Złapał następny głaz, za nim kolejny i kolejny. Żadnym z nich nie
udało mu się trafić.
Zwinnie poruszając się po
katakumbach, Lucian znalazł się za plecami bestii. Wykorzystał przewagę, jaką
dawała mu pozycja i oddał kilka celnych strzałów z broni świetlnej, a stwór
zawył przeraźliwie.
Wściekłość przeciwnika wciąż
rosła. Zacisnął pięść i wykonał silny zamach, strącając Kleryka z nóg.
Upadając, zabójca zranił się w
głowę. Z rozciętego czoła sączyła się szkarłatna krew, a jeden z pistoletów
wypadł mu z dłoni.
Stworzenie szykowało się do
kolejnego ataku, chwiejnie kierują się w stronę leżącej ofiary. By go odeprzeć,
strzelec musiał zebrać w sobie wszystkie siły. W ostatniej chwili, tuż przed
nadchodzącym uderzeniem, zerwał się z popękanej, kamiennej posadzki i sięgnął
po znajdującą się kilkanaście centymetrów dalej, broń.
Nacisnął obydwa spusty w tym
samym momencie, posyłając jasną salwę pocisków w stronę potwora, który przez
zadane obrażenia osunął się na ziemię, wrzeszcząc głośno.
Mężczyzna zakręcił w dłoni
miotaczem światła, po czym oddalił się w stronę schodów prowadzących na
powierzchnię, zostawiając bestię, by wyzionęła ducha.
Wspinając się po stronnych stopniach
usłyszał znajomy, mrożący krew w żyłach śmiech. Gdy się odwrócił, ujrzał
zielone światło latarni, w której właśnie została zamknięta kolejna dusza.