- Lord Swain wz…
- Kto ci pozwolił nachodzić mnie w moim pokoju bez mojego
pozwolenia? – wysyczał wyraźnie zdenerwowany Vladimir.
- Ja tylko… Bo on kazał… - bełkotał wystraszony posłaniec
Wtedy zwinnym ruchem czarodziej przełożył nogi na drugi koniec
łóżka i jednym susem doskoczył do zdębiałego mężczyzny, łapiąc go za szyję.
Zbliżył do niej swój nos i zaciągnął się głęboko.
- Ah… wyssałbym cię do ostatniej kropli, szczególnie że twoja
krew pachnie tak smakowicie… – odchylił głowę, by spojrzeć mu prosto w
przekrwione, błękitne oczy, przepełnione strachem i wizją nagłej, bolesnej
śmierci -…no ale można z tobą zrobić jeszcze wiele różnych, innych rzeczy –
wyszczerzył do niego swoje białe zęby w dwuznacznym uśmiechu. Przyglądał się młodzieńcowi przez chwilę – skoro już
tu jesteś, to przekaż co masz do powiedzenia, zanim zmienię decyzję.
Żołnierz zawiesił się na chwilę, lecz kiedy hemomanta zaczął
wydawać dźwięki tykającego zegara, oprzytomniał.
-Lord Swain prosi mości pana o bezzwłoczne przybycie do jego
pałacu – powiedział, wręcz recytując. Zaskoczony Vladimir złapał go za ramię,
spojrzał na niego przenikliwie, a następnie ruchem głowy odprawił posłańca,
lecz zanim ten zdążył wyjść, mag nakazał mu przyjść dzisiaj wieczorem.
Odradził mu zapominanie.
Dopiero, kiedy posłaniec skręcił za rogiem długiego korytarza, hemomanta zamknął drzwi, spuszczając z niego wzrok.
Dopiero, kiedy posłaniec skręcił za rogiem długiego korytarza, hemomanta zamknął drzwi, spuszczając z niego wzrok.
Pomiędzy kamiennymi murami jedyne światło dawały świece,
których blask był tak bardzo uwielbiany przez Żniwiarza. Niektóre już prawie
się wypaliły, więc rozkazanie sługom ich wymiany stało się nieuniknione.
Mężczyzna stanął po środku pomieszczenia, a następnie skupił
swoją uwagę na zaklęciu. Kiedy był gotowy, przemienił się w plamę krwi i
swobodnie przedostał przez nieszczelne mury pałacu. Płynął w suchej ziemi
Noxus, zmierzając w stronę wielkiego
budynku, w którym mieszkał Swain.
Tuż przed wrotami, Vladimir powstał z postaci czerwonego
płynu z powrotem do ludzkiej formy, wywołując panikę i dezorientację przed
strażnikami.
- Spokojnie panowie. Przecież nie gryzę… chociaż właściwie. –
mężczyźnie spojrzeli na siebie ze strachem w oczach. Żniwiarz wyciągnął ręce
ku górze i przekładając cały swój ciężar na prawą nogę, uderzył nią w chodnik, a z jego ust wydobyło się teatralne "buu".
Biedni tchórze wypuścili z rąk włócznie i kuląc się na ziemi, zaczęli błagać o
litość. Hemomanta tylko zaśmiał się szyderczo i przeszedł między nimi do
wnętrza pałacu.
Ciemne korytarze oświetlane jedynie przez kolorowe witraże,
najczęściej pokazujące wydarzenia z historii Noxus, doprowadziły maga do
Swaina. Stał on na balkonie, patrząc na piękne widoki, jakie sobie zafundował, podczas kupna tej posiadłości. Na jego ramieniu, siedziała spokojnie Beatrice
- czterooki kruk Taktyka. Byli bardzo z
sobą zżyci. Tak naprawdę oddzielnie widywano ich tylko, kiedy ptak wykonywał
zadanie zlecone mu przez jego pana.
-Witaj Vladimirze – powiedział luźnym tonem jego przyjaciel
– jak się pewnie domyślasz mam dla ciebie zlecenie i tym razem najlepiej jakbyś
zabrał się za jego wykonanie od razu.
Hemomanta spojrzał zaciekawiony na Swaina i mimiką twarzy
poprosił o więcej informacji.
- Jest to grupa spiskowców, planująca zdemaskować i obalić
Czarną Różę. Są bardzo przebiegli. Jedyne co wiem to, że posiadają jakąś
specjalną broń, o której nie wiemy, no i to, że spotykają się gdzieś w Mrocznym
Lesie.
-Hmh… rozumiem. Co prawda spodziewałem się czegoś ciekawszego, no ale skoro nic innego nie masz to niech będzie. Tylko jaka będzie zapłata?
Swain odszedł od poręczy i stanął przy dużym, pozłacanym kufrze. Następnie kopnął go, wywracając i tym
samym wysypując ogromną ilość złotych monet.
- Bardzo nam na tym zależy, więc lepiej, żeby ci się
powiodło -Vladimir z niemałym zaskoczeniem spojrzał na pieniądze, po czym zwrócił twarz do Swaina.
- Spotkamy się jutro w południe. Będzie już po
wszystkim.
- Mam taką nadzieję.
Vladimir jeszcze raz spojrzał na skrzynię, a następnie
wyszedł szybkim krokiem z budynku, zmierzając w stronę wysokich drzew na północ
od Głównej Bramy.
Flora tutaj była naprawdę dziwna. Rośliny przybierały
nienaturalne kształty. Bywały powykrzywiane w zygzaki, albo zupełnie proste.
Czasem kora drzew miała fioletowy kolor, czasem był to odcień żółtego, ale
zawsze biła od nich śmierć. Nie był to taki magiczny las z wróżkami i
jednorożcami, jakie często spotykano w bajkach na dobranoc. Przypominał on
bardziej jakieś przeklęte miejsce, o którym nie powinno się nawet wspominać.
Hemomanta nasłuchiwał. Próbował wyłapać jakikolwiek szmer
lub odległy głos. Nic. Pustka. Żaden nawet najcichszy dźwięk. Nie było to dla
niego wielkim zdziwieniem. Prawdę mówiąc bardziej byłby zaskoczony, gdyby coś
takiego usłyszał. Zwierzęta musiały uciekać z tego terenu. Brutalność noxian i ich zniewaga do natury, wypędziły całe życie z lasu. Niezliczone próby manipulacji magią i
ciągłego jej zmieniania wpłynęły na tutejszą roślinność. Stałą się ona w wroga
dla ludzi. Nie można było już spotkać, żadnego kwiatu, czy drzewa, które w
jakiś sposób nie mogłoby zranić.
Mag ruszył na przód.
Poszukiwania nie trwały bardzo długo. Jakiś chłopak ubrany w
ciemny płaszcz, nieporadnie próbujący nie wydawać dźwięków, zaprowadził Vladimira
wprost do miejsca spotkań przeciwników Czarnej Róży. Teraz pójdzie jak z
płatka. Kiedy młody mężczyzna zakrył wejście do wykopanej w ziemi nory, Czarownik
po raz kolejny przemienił się w kałużę krwi i lada moment był pod ziemią
otoczony ludźmi w przedziale od trzynastego do czterdziestego szóstego roku
życia. Sześć kobiet, jedenastu mężczyzn.
Hemomanta uśmiechnął się szyderczo, a następnie z jego dłoni
wylały się dwa strumienie ohydnej, bordowej krwi, oblewając każdego członka
organizacji spiskowej. Każdy z nich machał rękami próbując powstrzymać ciecz,
lecz ciśnienie pod jakim wypływała z rąk Vladimira, było zbyt silne. Po chwili
mag zacisnął pięści, przerywając wylew krwi. Raz. Otrząsnęli się. Dwa.
Wiedzieli co się zaraz wydarzy. Trzy. Potoki krwi zostały wyrzucone z ciał
nieszczęśników, natychmiastowo ich zabijając. Czerwień zatoczyła nad hemomantą dwa kręgi, by następnie zostać przez niego wchłoniętą. Mag odetchnął i rozejrzał się dookoła, by
sprawdzić czy jest tutaj cokolwiek co mogłoby mu się przydać do badań, lecz
niestety nic takiego nie znalazł. Po raz ostatni spojrzał na dzieło jakiego
dokonał, a następnie udał się do wyjścia.
Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D
Nareszcie historia do mojego maina <3! Super historia!
OdpowiedzUsuńSuper opowieść* bo troche głupio zabrzmiało (powtórzenia xd). Ogólnie to w jaki sposób piszesz opowiadania sprawia, że czytelnik nie nudzi się i jest zaciekawiony akcją rozgrywającą się dalej. Chyba dobrze to napisałem :)
UsuńWow! Dzięki! Super, że Ci się podoba mój styl pisania, ale zobacz też resztę naszych opowiadań. Na pewno też Ci się spodobają. :D
UsuńBardzo przyjemna do czytania :)
OdpowiedzUsuńDziękujemy! Jeśli chcesz być na bieżąco z naszymi opowiadaniami, polub naszą stronę na facebook'u. :D
Usuń