28 kwi 2017

Lucian [17] - Śmierć powinna być końcem

ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ

Ciemnoskóry mężczyzna stał samotnie na opustoszałym, skalistym brzegu Wysp Cienia. Niespokojny, rozglądał się dookoła, a jego serce biło coraz szybciej. Towarzyszyło mu przerażenie, ukryte głęboko, by nikt nie mógł go dojrzeć.
Aura tego miejsca znacznie go osłabiała. Mocniej zacisnął palce wokół dwóch śmiercionośnych pistoletów i powoli ruszył w głąb mrocznej mgły, zwiastującej śmierć.
Robię to dla ciebie, Senna.
Głos ukochanej odbijał się echem w głowie Luciana, mieszał się z krzykiem i piskiem żyjących tu istot. Brakowało mu towarzystwa. Żadna z misji nie sprawiała mu przyjemności, nocami w pustym łóżku nękały go koszmary.
Strzelec wzdrygnął się, gdy między jego nogami przebiegła niewielka istota. Na terenach takich jak te, każdy szmer mógł oznaczać ogromne niebezpieczeństwo.
Mimo rosnącego strachu nie zamierzał się wycofać. Przysiągł, że oczyści Shadow Isles z wszelkich wynaturzeń.
Podczas swojej wędrówki natknął się na siedlisko śmiercionośnych stworzeń, dusz zaklętych w ciałach potworów. Nim zdążyły go zaatakować, oddał kilka celnych strzałów, pozbawiających je życia.
Zdmuchnął dym wydobywający się z luf i dalej brnął przed siebie.
Po niedługiej chwili dotarł do niewielkiego pagórka na skraju głębokiego, wewnętrznego jeziora. Z otaczających zbiornik, niemalże łysych już drzew o grubych pniach opadały ostatnie liście, wirując na wietrze.
Za wzniesieniem rozciągały się polany, niegdyś zamieszkałe przez czerpiących radość z życia, ludzi. Niestety, po tym szczęśliwym krajobrazie pozostały tylko ruiny, przypominające o jasnej przeszłości tego miejsca.
Mieszkańcy znikali jeden po drugim. Każdej śmierci odpowiadało żerujące na tych terenach widmo. Na początku Klucznik nie pojawiał się często, dokładnie obserwował każdy ich dzień, dbając, by nie byli tego świadomi. Jednak z czasem chęć zakończenia nędznej, ludzkiej egzystencji była coraz większa. Stworzenie zakradało się do nieodpornych umysłów ofiar, po czym więziło ich dusze w zielonym blasku swojej latarni.
Strażnik Łańcuchów odpowiadał również za śmierć najbliższej Lucianowi osoby, niczemu nie winnej Senny. Rozpaczliwie pożądając okrutnej zemsty mężczyzna przyrzekł sobie, że duch więziennego nadzorcy będzie ostatnim, z którym rozprawi się przed opuszczeniem Wysp Cienia. Pragnął delektować się każdą chwilą jego męki, tak jak on postąpił z piękną żoną Kleryka.
Przemierzając zgliszcza domostw, strzelec nie zatrzymał się ani razu. Okropna sceneria wywoływała jeszcze większe przerażenie.
Droga do starej świątyni nie była daleka. To właśnie w jej pozostałościach uwięziony w ciele potwora dusza, stworzyły swoje gniazdo.
Wystarczyło tylko kilka strzałów z broni palnej, by skrócić jej wieczne cierpienie, pozwalając opuścić to zamglone miejsce i powrócić do świata umarłych.
Lucian pokonał kolejny pagórek, po czym stanął przed rozpadającą się wieżą. Wszedł do środka, zdjął ze ściany lampion i go odpalił. Skierował się w stronę zakurzonych schodów, pokrytych pajęczynami.
Robię to dla ciebie, Senna.
Z głębi podziemi wydobywały się głośne ryki. Kleryk Broni stąpał cicho i bardzo ostrożnie. Nie spieszył się, głośne łomotanie serca i płytki oddech zaburzały jego koncentrację.
Droga w dół wydawała ciągnąć się w nieskończoność. Co jakiś czas pod nogami przelatywały niewielkie spojrzenia, przypominające szczury. Chowały się w mrocznych zakamarkach między kamiennymi blokami.
Po kilkunastu minutach strzelec w końcu dotarł do celu. Postawił na podłodze niewielkie źródło światła. Rozglądając się dookoła przestronnego pomieszczenia, w którym się znalazł, zauważył ogromne stworzenie. W niczym nie przypominało człowieka, którym najprawdopodobniej kiedyś było.
Rozmiarem kilkakrotnie przewyższało mężczyznę. Z górnej partii ciała wystawały mu trzy pary kończyn. Potwór stawiał mocne kroki, rozkładając ciężar swojego ciała na dwóch wielkich stopach. Jego zielone ciało pokrywało bujne owłosienie.
Gdy zauważył gościa na swoim terenie, złapał sporych rozmiarów kamień i rzucił nim w przybysza. Ciemnoskóry bez problemu uniknął pocisku, wykonując szybki ślizg w bok.
Ten ruch nieco rozzłościł olbrzyma. Złapał następny głaz, za nim kolejny i kolejny. Żadnym z nich nie udało mu się trafić.
Zwinnie poruszając się po katakumbach, Lucian znalazł się za plecami bestii. Wykorzystał przewagę, jaką dawała mu pozycja i oddał kilka celnych strzałów z broni świetlnej, a stwór zawył przeraźliwie.
Wściekłość przeciwnika wciąż rosła. Zacisnął pięść i wykonał silny zamach, strącając Kleryka z nóg.
Upadając, zabójca zranił się w głowę. Z rozciętego czoła sączyła się szkarłatna krew, a jeden z pistoletów wypadł mu z dłoni.
Stworzenie szykowało się do kolejnego ataku, chwiejnie kierują się w stronę leżącej ofiary. By go odeprzeć, strzelec musiał zebrać w sobie wszystkie siły. W ostatniej chwili, tuż przed nadchodzącym uderzeniem, zerwał się z popękanej, kamiennej posadzki i sięgnął po znajdującą się kilkanaście centymetrów dalej, broń.
Nacisnął obydwa spusty w tym samym momencie, posyłając jasną salwę pocisków w stronę potwora, który przez zadane obrażenia osunął się na ziemię, wrzeszcząc głośno.
Mężczyzna zakręcił w dłoni miotaczem światła, po czym oddalił się w stronę schodów prowadzących na powierzchnię, zostawiając bestię, by wyzionęła ducha.

Wspinając się po stronnych stopniach usłyszał znajomy, mrożący krew w żyłach śmiech. Gdy się odwrócił, ujrzał zielone światło latarni, w której właśnie została zamknięta kolejna dusza.



Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz