ZAPRASZAMY NA NASZĄ
STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ
- Książę Corgonie! Jesteś wzywany przez ojca na kolację -
powiedziała Pani Gouran, wchodząc do mojej komnaty.
- Dziękuję, zaraz przybędę - odparłem. Kobieta posłała mi
tajemniczy uśmiech, ukłoniła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Odwróciłem głowe, by spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Chwyciłem grzebień, aby przeczesać moje ciemne, proste, opadające na ramiona
włosy. Następnie sięgnąłem po niebieską linkę leżącą na ziemi, obok
zwierciadła. Zawinąłem czuprynę w kok z tyłu głowy i oplotłem ją sznurkiem.
Odchyliłem się tak, by mieć widok na moją fryzurę i sprawdzić czy jest dobrze
ułożona. Kiedy stwierdziłem, że wszystko idealnie, sięgnąłem po garnitur. Leżał
na łożu i wtapiał się w ciemny kolor pościeli.
Po raz ostatni przejrzałem się w srebrze i ruszyłem w stronę
wyjścia z pokoju.
Idąc korytarzem rozmyślałem o co może chodził mojemu ojcu i
wtedy mnie olśniło. On chciał mi przekazać władzę. Od dawna dawał znaki, ale
dopiero teraz wszystko mi się rozjaśniło. Ostatnimi czasy ojciec często
powtarzał, że władzę powinni sprawować mężczyźni w sile wieku. Klepnąłem się w
czołu, karząc za tak późne uświadomienie sobie tego. Przyspieszyłem kroku.
Kiedy przybyłem pod wrota jadalni, przeszedł mnie nagły
dreszcz i zwątpienie. A co jeśli nie o to
mu chodzi? Co jeśli to coś złego? Odciągnąłem na chwilę dłoń od gałki,
lecz szybko się otrząsnąłem i otworzyłem drzwi.
Wchodząc do środka otoczył mnie zapach pieczonego mięsa.
Pozwoliłem mu pochłonąć mnie i wzmóc apetyt. Zbliżyłem się do stołu i w tym
samym momencie odezwał się ojciec:
- Oh, synu! Jak dobrze, że już jesteś. Proszę usiądź -
wskazał mi miejsce na drugim końcu ławy. Oprócz nas w pomieszczeniu była tylko
Pani Gouran.
Postąpiłem jak kazał, cały czas będąc lekko zdumionym jego
zachowaniem. Rzadko kiedy był taki uradowany moim pojawieniem. Chociaż nie
dziwiłem mu się. Miał przecież siedemdziesiąt jeden lat. Ja sam pewnie nie
byłbym lepszy.
- Lepiej zabierzmy się do jedzenia. Nie chcemy przecież,
żeby wystygło, prawda? - Ojciec spojrzał na służącą i razem wybuchli śmiechem
tak żywym i niekontrolowanym, że w pewnym momencie pomyślałem, że oszaleli.
Mimo tego ja sam zacząłem się lekko podśmiewywać. Tak dawno nie widziałem ojca
szczęśliwego. Dobrze było go takim zobaczyć.
Kiedy oboje przestali wydawać odgłosy hien, starzec otarł
łzy i powiedział:
- No dobrze. Teraz już naprawdę zacznijmy jeść.
Jedliśmy, rozmawialiśmy i wspominaliśmy stare czasy. Po
około godzinie nastało zupełne milczenie. Jedyne dźwięki dochodziły od
rozpalonego komina.
- Synu? Mógłbyś zgasić płomień? Strasznie tu gorąco.
- Umm…Oczywiście - wstałem od stołu i rozejrzałem się za
naczyniem, do którego mógłbym wlać wody.
- Tam - ojciec wskazał pustą misę leżącą w rogu
pomieszczenia. - Weź ją, powinno być w niej wystarczająco wody.
Spojrzałem w dane miejsce i rzeczywiście stałą tam miska z
wodą. Co prawda nie miałem zielonego pojęcia z jakiego powodu miałaby tam się
znajdować, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia.
Chwyciłem naczynie i podszedłem do paleniska. Wylałem wodą
na płomienie unoszące się nad zwęglonymi drwami, wywołując nagłe głośne
syczenie. W pokoju zrobiło się o wiele ciemniej, a jedyne światło dawał księżyc
w pełni, wysyłając odbite promienie przez okno.
- Dziękuję synu - spojrzałem na ojca, który stał przy
drzwiach i zamykał je na klucz. On także zwrócił wzrok w moją stronę i widząc
zamyślenie na mojej twarzy, rzekł: - To tylko, żeby nikt nam teraz nie
przeszkodził. Chciałbym ci teraz coś powiedzieć. Proszę, usiądź.
Zrobiłem to co kazał, spoglądając na niego z zaciekawieniem.
„To teraz się stanie”, pomyślałem „Przekaże mi władzę”. Czekałem, aż coś powie,
lecz on tylko stanął na wprost mnie przy drzwiach.
Starzec wziął głęboki wdech, zamykając przy tym oczy. Po
chwili z jego ust wyleciał biały dymek. Taki sam jak ten, który pojawia się na
mrozie. Zdziwiło mnie to, ponieważ w pomieszczeniu było naprawdę ciepło.
Ojciec otworzył oczy. Wtedy zaciekawienie i niecierpliwość
przemieniły się w zaskoczenie pomieszane z przerażeniem. Spod jego powiek
wydostawało się jasnoniebieskie światło. Chwilę później salę przepełnił jego
krzyk. Na całym ciele zjeżyły mi się włoski. Nie myślałem, że człowiek może być
zdolny do wydania z siebie takiego odgłosu. Ukazywał on niesamowite cierpienie
i ból. Nie rozumiałem co się dzieje. Lecz to nie było wszystko. Skóra na twarzy
starca zaczęła pękać i odpadać płatami. Stała się fioletowa i martwa.
- Cco sssię dzzzieje?- wyjąkałem prawie nie otwierając ust z
przerażenia.
Ciało mojego ojca zaczęło się rwać na kawałki. Wtedy mogłem
dostrzec, że było zamarznięte. Wyglądało jakby od lata leżało na najwyższych
szczytach Freljordu.
Wtedy to dostrzegłem. Z wnętrza jego rozpadających się zwłok
wychodziła inna postać. Była o wile wyższa. Rozpychała pojedyncze części ciała,
a kiedy mój rozczłonowany ojciec leżał już cały na ziemi, dopiero dostrzegłem
kto się wyłonił z jego ciała.
Posturą przypominała kobietę, lecz jej ręce były zakończone
szponami, a jej twarz była w połowie zakryta czymś w rodzaju lodowych rogów.
Ona sama była ubrana w kryształową zbroję przypominającą suknię. Istota nie
posiadała stóp, za to cały czas otaczał ją czarny lód. Miała niebieską skórę,
która samym wyglądem dawała do zrozumienia, że jest zimniejsza od Północnych
Wiatrów.
Chwilę później postać powiedziała:
-W końcu wolna.
-Kkimm tttyy jjjesssteśś? - Wyjąkałem ledwo słyszalnym
głosem.
Postać ruszyła w moją stronę. Cały czas jej ciało
pozostawało w bezruchu. To lód spod jej nóg sprawiał, ze się do mnie zbliżała.
- Jam jest Lissandra. Pani tych krain. Spadkobierczyni mocy
Obserwatorów. Jedyna prawdziwa królowa Freljordu.
- Ccoo?
- Oh głupie dziecko. To ja jestem Lodową Wiedźmą, która
sprowadzi na świat wieczną zimę. Ja sprowadzę Jedynych prawowitych władcą,
jakimi są Obserwatorzy.
- Co zrobiłaś z moim ojcem?! - Nie byłem już przerażony.
Teraz ogarnęła, mnie wściekłość. Musiałem go pomścić.
- To samo co zrobię z tobą i radzę ci poddać się – Jej usta
spowił wredny uśmieszek- To nieuniknione.
- Zabiję cię! - Ruszyłem do ataku niewiele myśląc o tym czy
mam jakieś szanse czy nie. Kiedy zbliżyłem się wystarczająco, skoczyłem na
wiedźmę. Ta w tym samym momencie wyciągnęła rękę, łapiąc mnie za szyję. Nie
myślałem, że będzie taka silna. Rzuciła mym ciałem o ścianę po prawej stronie
od wejścia. Usłyszałem chrupot łamanych żeber. Przez dłuższą chwilę nie mogłem
złapać oddechu. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę jak zimno było w tym
pomieszczeniu. Czułem jak powoli odmarzają mi koniuszki palców.
Kobieta zbliżyła się do mnie. Wyciągnęła rękę w moją stronę
jeszcze raz. Tym razem spode mnie zaczął wyrastać lodowy tron. Kryształ
wciągnął w siebie moje dłonie, przez co nie mogłem się ruszyć.
- Nie martw się. Zimno cię znieczuli –w tym samym momencie
wiedźma wbiła swoje lodowe szpony w moją klatkę piersiową. Poczułem jej
lodowate palce na moim rozgrzanym, stale bijącym sercu.- Twoja śmierć posłuży
wyższym celom.
Poczułem jak powoli
zamarzam od środka, a moje ciało zostaje przejęte przez potwora, który stał
przede mnę twarzą w twarz.
- Wszyscy padną na kolana, już niedługo - wyszeptała mi do
ucha, a ja pogrążyłem się w sen, z którego nie dane mi było się wybudzić.