12 maj 2017

Rakan [19] - Jestem tu by się bawić

    ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ

Kolorowo upierzony Vastaj stał na drewnianym podeście ustawionym w centrum jednego z mniejszych miasteczek. Prezentował publice swoje pieśni, znane i cenione przez mieszkańców ioniańskich wyżyn. Wzrok wszystkich zebranych i jakże zauroczonych kobiet, utkwiony był w poruszającym się na scenie tancerzu, on jednak nie zwracał na nie uwagi.
Przenikliwym spojrzeniem, pełnym uroku zerkał na siedzącą nieco na uboczu, przy niewielkim stoliku, fioletową kruczycę. Ukrywając swoje oblicze za ciemnym materiałem, uważnie przyglądała się ukochanemu, kurczowo trzymając w dłoniach puchar wypełniony winem.
     Dzień wiosennego festiwalu należał do niezwykle słonecznych. Plemiona zamieszkujące pobliskie tereny, całymi rodzinami zjechały się do osady, by razem świętować nadejście nowej pory roku.
     Po zakończeniu utworu publiczność nagrodziła Rakana gromkimi brawami, a on odpowiedział im teatralnym ukłonem i krótkim tańcem. Głośnym wiwatom nie było końca.
Uwodziciel posłał swojej partnerce szarmancki uśmiech, co poskutkowało głośnymi jękami zazdrości. Każda przedstawicielka płci pięknej marzyła, by być na miejscu Xayah. Żadna z nich nie rozumiała, co taki wspaniały artysta widział w ponurej wojowniczce, prowadzącej przegraną walkę.
     Miejscowi grajkowie zmienili nieco melodię, przygrywając skoczną piosenkę.
Zadowolony tłum wydawał coraz głośniejsze okrzyki. Występujący mężczyzna z szerokim uśmiechem goszczącym na twarzy przeskoczył ze sceny na stojącą obok ławę. Złapał spoczywającą przy niej kobietę za rękę i pociągnął za sobą, tym samym włączając ją do energicznego pląsu na blacie.
Wielu zebranych poszło w ich ślady. Oglądający przedstawienie również wskoczyli na drewniane powierzchnie i zaczęli podrygiwać do pieśni Vastaja. Nie minęła dłuższa chwila a cała publika ruszała się rytmie.
Jedyny wyjątek stanowiła niewielkich rozmiarów kruczyca, siedząca nieco na uboczu. Wciąż obracała w dłoniach kielich, którego zawartość zdążyła już opróżnić. Wykorzystując powstałe zamieszanie, partyzant zbliżył się do Buntowniczki i tuż przy jej uchu wyszeptał:
- Miella, podaruj mi ten jeden taniec.
-Wiesz, że nigdy nie odrzucam zaproszenia do tańca, mieli.
Gdy uzyskał odpowiedź, chwycił dłoń wojowniczki i obrócił ją wokół własnej osi.
     Nad polaną zebrały się ciemne chmury, nikt jednak nie wydawał się przywiązywać do tego większej wagi.
     Muzyka zwolniła nieco tempa, a Rakan objął ukochaną w pasie, zapewniając im odrobinę intymności poprzez otulenie płaszczem swoich piór.
Xayah oparła policzek o pierś Uwodziciela. Para trwała w ciasnym uścisku, wolno poruszając się nieco na uboczu grupki. Nagle na ziemię spadły ogromne krople deszczu.
     Tłum zerwał się do ucieczki. Biegli w stronę otaczających ich drewnianych budynków, pragnąc schronić się przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.
Kochankowie jednak nie przerywali tańca, nawet gdy ucichła muzyka. Dopiero gdy całkowicie przemokli, ruszyli w stronę gospody, śmiejąc się z zaistniałej sytuacji.
     Weszli do przepełnionego pomieszczenia, gdzie przy niewielkich stolikach siedzieli mokrzy Vastajowie. Jak iż wszystkie siedzenia były już zajęte, para oparła się o ściany na rogu sali. Przyglądali się biesiadnikom, stojąc w ogromnej kałuży wody, która ociekła z ich piór.
- Masz ochotę na trochę ludzkiego jedzenia? – zapytał Rakan.
- Na dobrą kolację? Zawsze.
- Czekoladę!
- Nie to miałam…
- Zjemy czekoladę!
Nie słuchając sprzeciwu ukochanej, zanurkował w grupę gości, przedzierając się w stronę stojącej za ladą, barmanki. Odbył krótki dialog z kobietą, po czym nieco zasmucony wrócił do Xayah.
- Nie mają tu czekolady, co za żałosny lokal! – oburzył się, dołączając do Buntowniczki.
     Pogoda za oknem zaczęła się nieco polepszać, intensywność opadów stopniowo malała. Pierwsze promienie słońca przebijały się przez ciemne, kłębiące się and wioską, chmury. Mimo tego, mieszkańcy i turyści nie wykazywali chęci kontynuowania zabawy na świeżym powietrzu, tańczenia i biesiadowania na mokrej i ubłoconej trawie.
     W karczmie panował gwar, wszyscy śmiali się i rozmawiali, popijając złoty trunek i zajadając smakowicie wyglądające przekąski. Jednakże przyjazna atmosfera tego miejsca wydawała się być nieco drętwa.
     Uwodziciel postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. W mgnieniu oka znalazł się na niewielkiej scenie, a wzrok wszystkich przebywających w izbie skupił się na jego olśniewającej osobie.
- Rakan przybył! – krzyknął artysta. – Jestem pewien, że znacie ten utwór! Śpiewajcie razem ze mną!
Tłum zaczął nucić, podążając za kolorowo upierzonym liderem.
     Zakapturzona kruczyca uważnie przyglądała się odważnym ruchom swojego partnera, śmiejąc się pod nosem. Lhotlan nie przestawał jej zaskakiwać, nie mogła zaplanować ani przewidzieć żadnej chwili spędzonej w jego towarzystwie.
Westchnienia zauroczonych kobiet, wpatrzonych w występującego mężczyznę, umacniały Buntownickę w przekonaniu, jak wielką szczęściarą jest, mając kogoś, kto darzy ją miłością tak wielką, że nie są jej w stanie opisać żadne słowa.
- Zazdroszczę jego wybrance - usłyszała w tłumie, po czym uśmiechnęła się szeroko. 

Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz