27 sty 2017

Lissandra [4] - Ciało zamarza tak łatwo

ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ


- Książę Corgonie! Jesteś wzywany przez ojca na kolację - powiedziała Pani Gouran, wchodząc do mojej komnaty.
- Dziękuję, zaraz przybędę - odparłem. Kobieta posłała mi tajemniczy uśmiech, ukłoniła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Odwróciłem głowe, by spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Chwyciłem grzebień, aby przeczesać moje ciemne, proste, opadające na ramiona włosy. Następnie sięgnąłem po niebieską linkę leżącą na ziemi, obok zwierciadła. Zawinąłem czuprynę w kok z tyłu głowy i oplotłem ją sznurkiem. Odchyliłem się tak, by mieć widok na moją fryzurę i sprawdzić czy jest dobrze ułożona. Kiedy stwierdziłem, że wszystko idealnie, sięgnąłem po garnitur. Leżał na łożu i wtapiał się w ciemny kolor pościeli.
Po raz ostatni przejrzałem się w srebrze i ruszyłem w stronę wyjścia z pokoju.
Idąc korytarzem rozmyślałem o co może chodził mojemu ojcu i wtedy mnie olśniło. On chciał mi przekazać władzę. Od dawna dawał znaki, ale dopiero teraz wszystko mi się rozjaśniło. Ostatnimi czasy ojciec często powtarzał, że władzę powinni sprawować mężczyźni w sile wieku. Klepnąłem się w czołu, karząc za tak późne uświadomienie sobie tego. Przyspieszyłem kroku.
Kiedy przybyłem pod wrota jadalni, przeszedł mnie nagły dreszcz i zwątpienie. A co jeśli nie o to  mu chodzi? Co jeśli to coś złego? Odciągnąłem na chwilę dłoń od gałki, lecz szybko się otrząsnąłem i otworzyłem drzwi.
Wchodząc do środka otoczył mnie zapach pieczonego mięsa. Pozwoliłem mu pochłonąć mnie i wzmóc apetyt. Zbliżyłem się do stołu i w tym samym momencie odezwał się ojciec:
- Oh, synu! Jak dobrze, że już jesteś. Proszę usiądź - wskazał mi miejsce na drugim końcu ławy. Oprócz nas w pomieszczeniu była tylko Pani Gouran.
Postąpiłem jak kazał, cały czas będąc lekko zdumionym jego zachowaniem. Rzadko kiedy był taki uradowany moim pojawieniem. Chociaż nie dziwiłem mu się. Miał przecież siedemdziesiąt jeden lat. Ja sam pewnie nie byłbym lepszy.
- Lepiej zabierzmy się do jedzenia. Nie chcemy przecież, żeby wystygło, prawda? - Ojciec spojrzał na służącą i razem wybuchli śmiechem tak żywym i niekontrolowanym, że w pewnym momencie pomyślałem, że oszaleli. Mimo tego ja sam zacząłem się lekko podśmiewywać. Tak dawno nie widziałem ojca szczęśliwego. Dobrze było go takim zobaczyć.
Kiedy oboje przestali wydawać odgłosy hien, starzec otarł łzy i powiedział:
- No dobrze. Teraz już naprawdę zacznijmy jeść.
Jedliśmy, rozmawialiśmy i wspominaliśmy stare czasy. Po około godzinie nastało zupełne milczenie. Jedyne dźwięki dochodziły od rozpalonego komina.
- Synu? Mógłbyś zgasić płomień? Strasznie tu gorąco.
- Umm…Oczywiście - wstałem od stołu i rozejrzałem się za naczyniem, do którego mógłbym wlać wody.
- Tam - ojciec wskazał pustą misę leżącą w rogu pomieszczenia. - Weź ją, powinno być w niej wystarczająco wody.
Spojrzałem w dane miejsce i rzeczywiście stałą tam miska z wodą. Co prawda nie miałem zielonego pojęcia z jakiego powodu miałaby tam się znajdować, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia.
Chwyciłem naczynie i podszedłem do paleniska. Wylałem wodą na płomienie unoszące się nad zwęglonymi drwami, wywołując nagłe głośne syczenie. W pokoju zrobiło się o wiele ciemniej, a jedyne światło dawał księżyc w pełni, wysyłając odbite promienie przez okno.
- Dziękuję synu - spojrzałem na ojca, który stał przy drzwiach i zamykał je na klucz. On także zwrócił wzrok w moją stronę i widząc zamyślenie na mojej twarzy, rzekł: - To tylko, żeby nikt nam teraz nie przeszkodził. Chciałbym ci teraz coś powiedzieć. Proszę, usiądź.
Zrobiłem to co kazał, spoglądając na niego z zaciekawieniem. „To teraz się stanie”, pomyślałem „Przekaże mi władzę”. Czekałem, aż coś powie, lecz on tylko stanął na wprost mnie przy drzwiach.
Starzec wziął głęboki wdech, zamykając przy tym oczy. Po chwili z jego ust wyleciał biały dymek. Taki sam jak ten, który pojawia się na mrozie. Zdziwiło mnie to, ponieważ w pomieszczeniu było naprawdę ciepło.
Ojciec otworzył oczy. Wtedy zaciekawienie i niecierpliwość przemieniły się w zaskoczenie pomieszane z przerażeniem. Spod jego powiek wydostawało się jasnoniebieskie światło. Chwilę później salę przepełnił jego krzyk. Na całym ciele zjeżyły mi się włoski. Nie myślałem, że człowiek może być zdolny do wydania z siebie takiego odgłosu. Ukazywał on niesamowite cierpienie i ból. Nie rozumiałem co się dzieje. Lecz to nie było wszystko. Skóra na twarzy starca zaczęła pękać i odpadać płatami. Stała się fioletowa i martwa.
- Cco sssię dzzzieje?- wyjąkałem prawie nie otwierając ust z przerażenia.
Ciało mojego ojca zaczęło się rwać na kawałki. Wtedy mogłem dostrzec, że było zamarznięte. Wyglądało jakby od lata leżało na najwyższych szczytach Freljordu.
Wtedy to dostrzegłem. Z wnętrza jego rozpadających się zwłok wychodziła inna postać. Była o wile wyższa. Rozpychała pojedyncze części ciała, a kiedy mój rozczłonowany ojciec leżał już cały na ziemi, dopiero dostrzegłem kto się wyłonił z jego ciała.
Posturą przypominała kobietę, lecz jej ręce były zakończone szponami, a jej twarz była w połowie zakryta czymś w rodzaju lodowych rogów. Ona sama była ubrana w kryształową zbroję przypominającą suknię. Istota nie posiadała stóp, za to cały czas otaczał ją czarny lód. Miała niebieską skórę, która samym wyglądem dawała do zrozumienia, że jest zimniejsza od Północnych Wiatrów.
Chwilę później postać powiedziała:
-W końcu wolna.
-Kkimm tttyy jjjesssteśś? - Wyjąkałem ledwo słyszalnym głosem.
Postać ruszyła w moją stronę. Cały czas jej ciało pozostawało w bezruchu. To lód spod jej nóg sprawiał, ze się do mnie zbliżała.
- Jam jest Lissandra. Pani tych krain. Spadkobierczyni mocy Obserwatorów. Jedyna prawdziwa królowa Freljordu.
- Ccoo?
- Oh głupie dziecko. To ja jestem Lodową Wiedźmą, która sprowadzi na świat wieczną zimę. Ja sprowadzę Jedynych prawowitych władcą, jakimi są Obserwatorzy.
- Co zrobiłaś z moim ojcem?! - Nie byłem już przerażony. Teraz ogarnęła, mnie wściekłość. Musiałem go pomścić.
- To samo co zrobię z tobą i radzę ci poddać się – Jej usta spowił wredny uśmieszek- To nieuniknione.
- Zabiję cię! - Ruszyłem do ataku niewiele myśląc o tym czy mam jakieś szanse czy nie. Kiedy zbliżyłem się wystarczająco, skoczyłem na wiedźmę. Ta w tym samym momencie wyciągnęła rękę, łapiąc mnie za szyję. Nie myślałem, że będzie taka silna. Rzuciła mym ciałem o ścianę po prawej stronie od wejścia. Usłyszałem chrupot łamanych żeber. Przez dłuższą chwilę nie mogłem złapać oddechu. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę jak zimno było w tym pomieszczeniu. Czułem jak powoli odmarzają mi koniuszki palców.
Kobieta zbliżyła się do mnie. Wyciągnęła rękę w moją stronę jeszcze raz. Tym razem spode mnie zaczął wyrastać lodowy tron. Kryształ wciągnął w siebie moje dłonie, przez co nie mogłem się ruszyć.
- Nie martw się. Zimno cię znieczuli –w tym samym momencie wiedźma wbiła swoje lodowe szpony w moją klatkę piersiową. Poczułem jej lodowate palce na moim rozgrzanym, stale bijącym sercu.- Twoja śmierć posłuży wyższym celom.
Poczułem jak  powoli zamarzam od środka, a moje ciało zostaje przejęte przez potwora, który stał przede mnę twarzą w twarz.
- Wszyscy padną na kolana, już niedługo - wyszeptała mi do ucha, a ja pogrążyłem się w sen, z którego nie dane mi było się wybudzić.



Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz