Do starego teatru, przez dziury w suficie, wpadało światło księżyca. Budynek opustoszał lata temu, żaden obywatel Ionii nie odważył się zapuszczać w te rejony. Ludzie wierzyli, że ciążyła na nim okrutna klątwa. Według niej każdy, kto do niego wjedzie, zagra tam swój ostatni akt.
Wnętrze wypełniał nieprzyjemny zapach stęchlizny. Z foteli obitych najróżniejszymi materiałami niewiele zostało, czerwona kurtyna pełna była dziur. Nie bez powodu Khada Jhin wybrał to miejsce, by odegrać swój spektakl.
Powolnym i dumnym krokiem spacerował między siedzeniami, rozmyślając. Zarejestrował szybkie poruszenie na zakurzonej estradzie, najpewniej to jego ofiara odzyskała przytomność.
- Kogo my tu mamy… Ioniański generał – rzekł poważnym tonem, zmierzając w jego stronę. – Mam wobec rozległe plany, generale… Wystawimy tu operę śmierci! Co prawda, ta scena jest poniżej mojego talentu, ale moja obecność tutaj podniesie jej rangę!
Jak na dobrego aktora przystało, zabójca od urodzenia był bardzo gadatliwy. Nigdy nie szczędził sobie słów, nawet w najbardziej nieodpowiednich momentach, uwielbiał prowokować.
Z drugiego końca drewnianego podestu zaczęły dochodzić ciche pojękiwania.
- Gdzie… Gdzie ja jestem? – zapytała delikatnym głosem młoda kobieta, przywiązana liną do oparcia krzesła. – Co się dzieje? Tatku?! Tatku, jesteś tu?!
- Astral! Dziecko moje! – wykrzyknął mężczyzna, próbując wyrwać się z dybów, do których był przykuty. Pomieszczenie wypełniło się szlochem dziewczyny, który odbijał się echem od jego ścian. – Nie płacz, wszystko będzie dobrze! Nic nam nie grozi!
- To zależy – wtrącił się zabójca – od tego, czy wykonacie moje polecenia. Przestawienie musi być atrakcyjne dla oglądających!
Khada Jhin odwrócił się w stronę widowni, teatralnie wskazując dłońmi puste siedzenia. W powietrzu unosił się zapach przerażenia. To właśnie ono dostarczało Wirtuozowi największą satysfakcję.
- Nasz występ się rozpoczyna! Kurtyna unosi się!
By dać początek swojemu arcydziełu, zwrócił pistolet ku górze i oddał strzał. Pocisk przebił spróchniałą deskę, tworząc w dachu kolejną dziurę, światło księżyca mocniej rozjaśniło pomieszczenie.
Powolnym krokiem zbliżył się do młodej ofiary i przyłożył Szept do jej skroni. Kobieta cicho jęknęła, drżała ze strachu.
- To właśnie chcę oglądać – wyszeptał. - Powiedz mi, generale, jak wiele warte jest życie twojej córki? – rzekł, zwracając się do mężczyzny.
- Jest bezcenne – odparł drżącym głosem Ioniańczyk.
- Nieprawda, mój drogi. Wszystko na tym świecie ma swoją cenę. Pozwól, że zapytam jeszcze raz. Jak wiele warte jest życie swojej córki?
- Jest… bezcenne…
- Kłamstwo! – krzyknął Jhin, posyłając pocisk tuż pod nogi mężczyzny.
- Proszę! Zostaw go, mój tatuś nic nie zrobił! – łkała Astral.
- Do czterech razy sztuka. Kochanie, co ofiarujesz mi w zamian za życie dziewczyny?
- Shen i Zed niedługo cię odnajdą! Wtedy nic cię nie uratuje!
- Milcz!
Wirtuoz oddał kolejny strzał, nabój musną twarz młodej kobiety i wbił się w drewnianą ścianę za jej plecami.
Pomieszczenie wypełnił krzyk bólu, krople szkarłatnej krwi opadły na scenę.
- To boli, tak dobrze – powiedział zabójca, zwracając się do opustoszałej widowni. – Ktoś chyba zapomniał, co jest stawką naszej gry. Nie musisz dziękować za przypomnienie, skarbie.
- Błagam… Zrobię wszystko co każesz! Błagam, nie krzywdź mojej córki! Mam pewne informacje!
- Wiedziałem, że ten mały zabieg rozwiąże ci język. Powiedz mi wszystko, co wiesz.
- Władca Cieni i Oko Zmierzchu podążają za tobą, są coraz bliżej. Wiedzą, że to ty stoisz za wszystkim zabójstwami, które ostatnio miały miejsce. Nie mogą jednak zrozumieć, jaki jest twój cel.
- Zrozumieją szybciej, niż im się wydaje. Już niedługo wszystko stanie się jasne! A ty, generale, nie jesteś mi już potrzebny. Twoja śmierć będzie przestrogą, kolejną wskazówką. Przygotuj się na swój finał!
- Błagam…
Czwartym pociskiem Khada Jhin uciszył ioniańskiego generała, przeklęty teatr opustoszał.
Po wielu godzinach odwiedziła go dwójka śmiertelnych wrogów. Niepewnym krokiem weszli do sali widowiskowej, a ich oczom ukazał się drastyczny widok. Ścieżka usłana płomiennymi różami zaprowadziła ich na scenę, na której znaleźli dwa ciała, dwie osoby postrzelone w serce.
Shen i Zed nie mieli wątpliwości, kim był zabójca. Ich największy wróg wciąż rósł w siłę. Wiedzieli, że za wszelką cenę muszą powstrzymać Wirtuoza. Jednakże by było to możliwe, ich ponownie zjednoczenie stanie się nieuniknione. Tego najbardziej się obawiali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz