10 mar 2017

Diana [10] - Wybranka Księżyca

ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ


Słońce właśnie zaszło, kiedy Diana weszła do jednej z niedawno odkrytych przez nią świątyń. Wojowniczka zatrzasnęła za sobą ogromne kamienne wrota, a następnie odszukała znak, który potrzebowała do całkowitego ich zamknięcia. Gdy dostrzegła wydrążony w skale symbol, przyłożyła do niego czoło i wymówiła stare zaklęcie, które poznała, przeszukując kaplicę. Znajdowało się w jednej z ksiąg poświęconym czarom od wieków wymyślanych przez wyznawców Księżyca.
Diana odwróciła się i spojrzała przed siebie na wyniesiony pośrodku budynku krąg. Srebrny dysk wzniósł się prostopadle do centrum podestu. „Zaczęło się” pomyślała kobieta, a następnie ruszyła spokojnym krokiem, skłaniając głowę przed boskością, jaka znajdowała się na niebie. Wkraczając do oświetlonego koła, wojowniczka poczuła energię przepełniającą jej drobne ciało. Musiała skupić swoją uwagę na tym, by ta moc nie spowodowała nagłej i okrutnie bolesnej śmierci, która czekała każdego, kto nie był wystarczająco silny, by dać radę wejść na ołtarz podczas pełni i spojrzeć w tarczę Księżyca. Kobieta czuła, że jeśli zaraz tego nie zrobi, to On posili się jedynie jej duszą. Śmierć jedynej jego wyznawczyni oznaczałaby to koniec historii tej religii i mocy, jaką ze sobą niosła.
Wraz z momentem, kiedy szare oczy Diany podniosły się nagle, patrząc prosto na biały dysk, ten wysłał na ziemię promień, który oślepiłby każdego, kto znajdowałby się w tym momencie w świątyni, lecz gdyby wojowniczka odwróciła wzrok, umarłaby spalona przez światło Księżyca. Czuła, że jej ciało nie wytrzymywało siły, z jaką srebrny dysk napierał na nią, lecz ona dobrze wiedziała, że była to tylko próba, że On chciał sprawdzić, czy jest godna. Jej przypuszczenia były trafne.
Chwilę później światło przestało być rażące, a stało się przyjemne i sprawiło, że kobieta poczuła ciepło i opiekę, jaką Księżyc ją otaczał. Stopy Diany oderwały się od kamiennej podłogi, a ona sama pofrunęła wraz z promieniem w górę. „Zamknij oczy” usłyszała w głowie i posłusznie wykonała polecenie. Minął pewien czas. „A teraz otwórz” znowu odezwał się głos jej jedynego przyjaciela. Kobieta rozejrzała się dookoła miejsca, w które się przeniosła. Było tam zupełnie ciemno i zimno. Diana szukała czegokolwiek co mogłoby wskazać jej gdzie się znajduje, lecz stało się to dopiero, kiedy ruszyła się z miejsca. Usłyszała cichy szmer i poczuła przesunięcie się gruntu pod jej stopami. Od razu uklękła, by przekonać się czy jej przypuszczenia były trafne, a kiedy dotknęła podłogi. była pewna.
„Shurima” wyszeptała, a wraz z wypowiedzeniem tych słów na ścianach prostokątnego pomieszczenia rozpaliły się kryształowe znicze, ukazują Dianie to, co On chciał jej przekazać. Na każdym kamiennym bloku, budującym to miejsce, były wypisane hieroglify przedstawiające całą wiedzę, jaką dotąd posiedli kultyści Księżyca.
Kobieta zrozumiała, że musi tu dotrzeć, by opanować całkowicie moc, jaką została obdarzona. Wojowniczka odwróciła się, by zobaczyć obraz kwiatu o białych płatkach, wyryty na ścianie krypty. „To jaśmin Diano. Jaśmin.” Odrzekł jej przyjaciel. Kobieta nie rozumiała jakie znaczenie miał ten rysunek i żałowała, że nie potrafiła odpowiadać Księżycowi. Zawsze jej tego brakowało, lecz teraz musiała się skupić na czymś innym. Domyślała się, że zostało już mało czasu zanim światło wpadające do świątyni na Targonie, przestanie oświetlać wyniesiony krąg. Musiała działać szybko. „Jeśli to jest świątynia księżyca, to na podłodze musi być miejsce do odprawiania rytuałów” pomyślała i wbiła w ziemię swój zaokrąglony miecz, odrzucając piasek na boki i odsłaniając przy tym koło na podłodze, w którego środku znajdowało się widoczny ołtarz, na którym składano ofiary. Lecz do czego miałby być jej potrzebny kwiat.
W tej samej chwili Diana poczuła, jak promienie nagłego, rażącego światła otaczają ją, pojawiwszy się znikąd. Kiedy znów mogła widzieć, była już z powrotem w świątyni. Resztki dachu zasłoniły promienie dobiegające od srebrnego dysku, przywołując kobietę na Targon.
Wojowniczka usiadła, opierając się o jedną ze ścian budynku myśląc nad tym jak mogłaby rozwiązać zagadkę tego kwiatu, lecz nie trwało to długo, bo znak na jej czole zaczął lśnić ukazując jej wizję tego co działo się w Północnej Świątyni. Znajdowała się ona najbliżej jakiejkolwiek ludności, lecz i tak była dobrze ukryta w jednej z dolin. Ktoś się tam włamał, prawdopodobnie, by okraść budynek z jego cennych artefaktów.
Diana rzuciła się w stronę okręgu w centrum świątyni. Stanęła mocno na nogach i wzięła zamach swoją bronią, wysyłając w stronę dachu czystą moc księżyca, krusząc kawałek kamiennego bloku, a tym samym pozwalając srebrnym promieniom dać jeszcze trochę energii wyniesionemu ołtarzowi. Kobieta skupiła całą swoją uwagę na miejscu, do którego wtargnęli nieproszeni goście i przemieniając się w jasną kulę energii w mgnieniu oka znalazła się w Północnej Świątyni.
Byli tam dwaj mężczyźni. Obaj stali zaraz przy kamiennych wrotach. Jeden z nich klęczał nad czymś co widocznie chciało mu uciec, ponieważ jego szybkie, nerwowe ruchy właśnie o tym świadczyły, drugi stał nad tym wyrywającym się czymś i właśnie zdejmował swoje brązowe, podarte spodnie. Żaden z nich nie zauważył Diany, a ona nie miała ochoty bawić się w pogaduchy, więc rzuciła się na przygłupich facetów, zabijając ich dwoma ciosami swojej broni. Nie zdążyli nawet dostrzec, co ich zabiło.
Wojowniczka spojrzała na ofiarę mężczyzn. Była to młoda dziewczyna, aktualnie bez koszuli.
- Nikt niegodny nie może wchodzić do świątyni - wypowiadając te słowa wymierzyła ostrze w nastolatkę.
- Proszę, nie – odpowiedziała, czołgając się w stronę wyjścia. Jej twarz wyrażała obrzydzenie, jak i wstyd, przeplatający się z ogromnym strachem. Kiedy znalazła się we wrotach, padło na nią światło księżyca. Wtedy Diana wszystko zrozumiała. Włosy półnagiej były śnieżno-białe.
- Jak masz na imię? – zapytała Diana, prawie nie otwierając buzi.
Srebrnowłosa patrzyła błagającym wzrokiem na oprawczynię, nie rozumiejąc do końca co się tak właściwie dzieje.
- Podaj swoje imię – ryknęła wojowniczka łapiąc dziewczynę za ramiona.
- Jasmine – wydyszała zaskoczona i przerażona szesnastolatka.
Pogarda Księżyca wyprostowała się , cały czas patrząc na przestraszoną nastolatkę, a następnie unosząc prawą brew powiedziała.
- Czeka cię długa podróż, moja droga.



Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz