31 mar 2017

Karthus [13] - Pocałunek Śmierci

ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ


Po długich dniach podróży, Karthus przybył pod bramy Noxus w towarzystwie potępionych dusz. Zapomniał już jak wspaniałym miejscem były podmiejskie slumsy, pełne chorób i krwi, okryte zapachem śmierci.
Przekroczył kamienne mury, nucąc pieśni żałobne swojej młodości. Dzielnica bezwartościowej biedoty nic nie zmieniła się odkąd ją opuścił.
Spacerując między zrujnowanymi domostwami, zaglądał w każdą uliczkę, zatrzymując się przy gnijących w ciemnych zaułkach, ciałach.
Natknął się masowy grób, cuchnącą w środku miasta, usypaną z ludzkich pozostałości, stertę. Karbowi pełniący funkcję zbieraczy zwłok wciąż dokładali do niej trupy, najpewniej ofiary kolejnej okrutnej zarazy.
Jedną z nich była młoda dziewczyna, odziana w starą podartą sukienkę, której klatka piersiowa wciąż nierówno unosiła się i opadała, a twarz wyrażała niemiłosierne cierpienie, przez które musiała przechodzić. Licz nachylił się nad jej bezradnym obliczem, a ona delikatnie otworzyła usta, jakby pragnęła coś powiedzieć.
- Gdy serce przestanie bić, nadejdzie ukojenie. Zaśnij, dziecię – rzekł, nacinając swój kostur, a kobieta wydała swoje ostatnie tchnienie.
Zakonnicy nakryli nieboszczyka następnymi zwłokami, a Piewca Śmierci ruszył dalej, w głąb noxiańskiego dystryktu, w którym dorastał.
Nagle do jego uszu dotarła znajoma melodia, która z każdą sekundą stawała się coraz głośniejsza. Opustoszałe ulice wypełniły słowa Kołysanki Śmierci, lamentu zagubionych dusz.
Zmierzając w stronę swojego celu, trafił  na niewielki placyk, główne miejsce spotkań ludności zamieszkującej slumsy. Zazwyczaj tętniący życiem, tego dnia jakby wymarły.
Uwagę Karthusa przykuła, ubrana w łachmany drobna staruszka, zmorzona chorobą, siedząca nieco na uboczu, opierając się o kamienną ścianę. Powoli podszedł do kobiety, na tyle blisko, by usłyszeć jej cichy, łamiący się śpiew.
- Nie boję się ciebie – rzekła.
- Wszyscy śmiertelnicy obawiają się śmierci. Nie rozumiecie, jak wielkim darem jest. Uwalnia was od bólu i pokazuje prawdziwe piękno.
- Jestem gotowa.
- Dobrze. Zrzuć śmiertelną powłokę i dołącz do chóru umarłych. 
Jednym ruchem dłoni odebrał kolejne życie. Zostawił nic nie znaczące już ciało na ulicy, wcielając następną duszę do swojego legionu i ruszył dalej.
Niewielka odległość dzieliła go od domu rodzinnego, który opuścił jako młody człowiek. Nic nie trzymało go w tym okropnym miejscu, a pragnienie panowania nad śmiercią innych stworzeń było znacznie większe. Wystąpił więc w szeregi karbowych i udał się w niezwykle niebezpieczną podróż na Wyspy Cienia. W tym odizolowanym od świata miejscu, okrytym gęstą mgłą, posiadł ogromną wiedzę o ludzkim istnieniu i jego końcu, zetknął się najróżniejszymi stworzeniami oraz przybrał swoją ostateczną formę. Został nieśmiertelnym Piewcą Śmierci, władającym ogromną armią nieumarłych, do której wciąż dołączali potępieńcy.
Unoszący się nad ziemią Karthus zatrzymał się przed zniszczonym budynkiem, wspartą ociosanymi głazami, drewnianą konstrukcji. Zamiast drzwi wejście przysłaniała podarta tkanina, a okna zabite były deskami. Dziury w dachu od lat nie zostały zabezpieczone.
Wszedł do środka i skierował się do pomieszczenia na tyłach, niewielkiej sypialni, którą dzielił z całą rodziną. W rogu znajdował się podziurawiony, niewygodny materac, na którym kulił się z trudem oddychający mężczyzna, bełkocząc.
- S… Syn… Synu… W… Www… Wróć do… mnie.
Nagle powróciły wszystkie wspomnienia, chwile młodości uderzyły z ogromną siłą. Noce, gdy przekradał się przez zatłoczone pokoje, poszukując tych, którzy bliscy byli śmierci, by ujrzeć, jak uchodzi z nich życie. Wszystkie krzyki rodziców, którzy znaleźli swoje dzieci martwe.  Radosne gonitwy z siostrami po mieście, aż w końcu choroba.
Dni, które spędzał nad bezwładnymi ciałami najbliższych dłużyły się w nieskończoność. Dla ojca pogrążonego w smutku był przykładnym bratem, on jednak nie pragnął ulżyć ich cierpieniom. Godzinami obserwował, jak gasło światło w oczach każdej z nich. Poszukiwał w nich nikomu nie znanej wiedzy, tajemnic wieczności.
Piewca Śmierci otrząsnął się z opanowującej go nostalgii i rzekł:
- Twój czas nadszedł, ojcze. Zginiesz z mojej ręki i odrodzisz się lepszym.
Wyciągnął dłoń, a rażące światło otoczyło umierającego człowieka. Przeniknęło jego skórę, kości i wszystkie mięśnie, dotknęło samej duszy.
Karthus naciął swój kostur po raz kolejny, ostatecznie przypieczętowując tą chwilę.
- Spoczywaj w pokoju. 

Zostawił ciało ostatniego członka swojej śmiertelnej rodziny w chłodnym pomieszczeniu, spoczywające na starym łóżku, po czym opuścił Noxus w towarzystwie potępionych dusz. 

Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz