Tryndamere wiercił się na swoim miejscu. Przystając na
propozycję politycznego sojuszu, który przypieczętowany został małżeństwem z Ashe,
Wybranką Avarosy, nie pragnął złotej korony ani chwały. Wciąż był barbarzyńcą,
tęsknił za szałem bitewnym i niezmordowaną walką.
Mężczyzna odetchnął z ulgą, gdy strażnicy wyprowadzili z
pomieszczenia ostatniego obywatela. Wstał z niewygodnego siedziska, po czym
wraz z Lodową Łuczniczką udał się w kierunku ich prywatnych komnat. Idąc krok
za kobietą, podziwiał jej niezwykłą grację.
W towarzystwie dwójki żołnierzy spacerowali szerokimi
korytarzami, wypełnionymi kruchymi rzeźbami, którym najlepsi artyści nadawali
kształt miesiącami, czasem nawet latami. Arcydzieła wywierały ogromne wrażenie
na każdym, kto odwiedzał królewski dom.
Gdy dotarli do mieszkalnej części budowli , masywne drzwi
zamknęły się za dwójką młodych ludzi, którzy rozeszli się w dwóch różnych
kierunkach.
Po zawarciu związku podjęli wspólną decyzję o zamieszkaniu
oddzielnie. Za wszelką cenę chcieli unikać jakichkolwiek zawirowań miłosnych.
Oboje jednak wiedzieli, że w końcu przyjdzie moment, by spełnić swój obowiązek wobec
królestwa, jakim było wydanie na świat potomka. Nie chcieli się tym martwić
zawczasu, czas ich nie gonił.
Władca wszedł do swojej sypialni, ogromnego pomieszczenia
rozświetlonego przez ogień, buchający w kominku. Napełnił drewnianą balię wodą,
zrzucił znoszone ubranie i wygodnie ułożył się w wannie.
Powoli zbliżał się zachód słońca, jego delikatne promienie
wpadające przez wysokie okna, rozświetlały pokój. Do wielkiej uczty pozostało
niewiele czasu. Szybko więc zakończył relaksującą kąpiel, wziął do ręki brzytwę
i precyzyjnie przystrzygł ciemny zarost.
Tego wieczoru przywdział odświętne szaty, przepasał ukochany
miecz, a na głowę nałożył złotą koronę. Był gotowy na kolejne przyjęcie,
których szczerze nienawidził.
Chwilę później zjawili się strażnicy, by odeskortować
królewską parę do sali bankietowej. Gdy opuścił swoją komnatę, dojrzał stojącą
nieopodal Lodową Łuczniczkę. Ashe prezentował się wspaniale w długiej,
biało-niebieskiej sukni, przyozdobionej złotą nicią. Lodowy łuk, broń, której
nie wypuszczała z rąk, razem z kołczanem pełnym strzał, spoczywał na jej
plecach.
Widok pięknej małżonki w stroju wieczorowym zawsze zapierał
mężczyźnie dech w płucach, przez co unikanie niechcianego romansu stawało się
coraz trudniejsze.
Powolnym krokiem podszedł do kobiety i złapał ją pod rękę. Prowadzeni przez przyboczną
świtę, ruszyli ku wschodniej części budynku. Zapach pysznego jedzenia unosił
się w korytarzu, wyostrzając apetyt Tryndamere’a.
Gdy przeszli przez ogromne wrota rozświetlonej ciepłym
płomieniem ognia jadalni, oczy wszystkich gości zwróciły się w ich stronę.
Zasłużeni wojownicy dwój największych plemion zamilkli, by przyjrzeć się
uroczystemu wejściu władców. Gdy rządzący zajęli swoje miejsca po przeciwnych
stronach długiego, drewnianego stołu, powrócił gwar rozmów.
- Przyjaciele – rzekła ciepło Wybranka Avarosy – witajcie na
dzisiejszej uczcie. Ostatnimi czasy los był dla nas wyjątkowo łaskawy. Udało
się nam zjednoczyć kolejne klany, czyniąc ogromne postępy w odbudowie naszej
ojczyzny, Freljordu. Z powodzeniem przeciwstawiliśmy się zagrożeniu
nadciągającemu ze strony naszego największego wroga, unikając tym samym
kolejnej wojny. Świętujmy więc, przyjaciele, póki mamy czas! Wznoszę dziś swój
kielich za was, nieustraszonych żołnierzy, gotowych oddać swoje życie za
ukochany kraj! Jedzcie do syta, pijcie do woli, by w pełni sił ponownie stanąć
do walki!
Tłum zawtórował młodej przywódczyni, zwolennicy klaskali i
wiwatowali. Uczta rozpoczęła się na dobre. W mgnieniu oka talerze zapełniły się
apetycznymi przystawkami, a stojące obok nich kufle, pieniącym się piwem.
Siedząc na niewygodnym krześle, nieco znużony Król
Barbarzyńców przysłuchiwał się najświeższym plotkom, nie wiedząc nawet, o kim
mówią. Powoli sączył napój alkoholowy, przyglądając się Gelordowi, jednego z
najbliższych współpracowników łuczniczki. Starszy mężczyzna o białych włosach i
długiej brodzie siedział niedaleko, zafascynowany otoczonego dwójką pięknych
kobiet.
Mimo, że niejednokrotnie udowodnił swoje oddanie misji Avarosan
podczas walki, Tryndamere wciąż nie wierzył w jego lojalność. Nie potrafił
zaufać byłemu członkowi ruchu oporu, który za swój najważniejszy cel uważał
obalenie prawowitej władczyni. Niewielka blizna na nadgarstku, kształtem
przypominająca przedzielone na pół koło zawsze będzie świadczyć o zdradzie.
Goście nie potrzebowali wiele czasu, by napełnić swoje
brzuchy i wypić tyle, by powoli tracić świadomość. Jednak gdy na stole pojawił
się ogromny dzik, upolowany przez samą Ashe, nikt nie omieszkał spróbować.
Młodzi kelnerzy przynieśli nową beczkę złocistego trunku, by po raz kolejny uzupełnić
puste szklanice. Freljordzki monarcha odmówił subtelnym ruchem dłoni.
Delektując się smakiem złocistego mięsa, wdał się w krótką
rozmowę z wojownikami swojego plemienia. Omawiali strategie bitewne, najnowsze
bronie oraz przyszłość lodowej krainy, gdy nagle wszyscy zebrani zwrócili swój
wzrok w stronę barczystego młodzieńca, zajmującego miejsce obok królowej.
Jego skóra przybrała szarawy odcień, a z nosa pociekła
niewielka strużka szkarłatnej krwi.
- Piwo… trujące… - wyjąkał, po czym wyzioną ducha, a jego
głowa bezwładnie opadła na bok.
Tryndamere spojrzał w stronę Gelorda, na którego twarzy
malował się szeroki uśmiech. Nim poderwał się z krzesła, jadalnia wypełniła się
uzbrojonymi po zęby zabójcami. Każdy z nich dumnie trzymał sztylet w prawej
dłoni, pokazując swój znak przynależności do opozycjonistów.
Król Barbarzyńców wymienił porozumiewawcze spojrzenie ze
swoją małżonką, skinął głową, a następnie ruszył do walki, przepełniony furią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz