17 mar 2017

Ekko [11] - Rzeczy same się nie polepszą

ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ

Mały chłopiec przemierzał sam ulice Zaun, wdychając toksyczne opary, produkowane przez pobliskie fabryki. Miasto spowiła ciemność, zabrudzone deptaki opustoszały. Głuchą ciszę co jakiś czas przerywał męski chichot, odbijający się echem od ścian zniszczonych budynków.
Troskliwi rodzice dziecka zabraniali mu przebywać późnym wieczorem poza domem, Miasto z Żelaza i Szkła nigdy nie należało do najbezpieczniejszych. Przestępcy zdolni do niewyobrażalnych czynów kryli się wszędzie, w podziemiach, tunelach i zaułkach. Wystarczyło pojawić się w złym miejscu o złej porze, by stracić życie.
Jednak odkąd Ekko wynalazł Napęd Zero, cudowne urządzenie pozwalające zakrzywiać czasoprzestrzeń, nie obawiał się niczego.
Trzymając dłoń na mechanizmie, gotowy w każdej chwili go uruchomić, minął Rynek Graniczny, jedyne miejsce, gdzie w barach i klubach wciąż toczyło się życie. Młodzi mieszkańcy Piltover często się tu pojawiali, chcąc uciec od natłoku obowiązków i pracy, by nieco odpocząć i rozerwać się.
Przekroczył jeden z wielu mostów, po kilku minutach znalazł się w niższej części Zaun. Wycieczka powoli zbliżała się do końca, kilkaset metrów dzieliło chłopca od ukochanego domu.
 Jednak gdy młody wynalazca znalazł się na ostatniej prostej, usłyszał charakterystyczny damski śmiech, dźwięk, którego nie da się zapomnieć. Zaunita był świadomy wielkiego niebezpieczeństwa, które czaiło się za rogiem, jednak chęć zobaczenia dziewczyny ponownie była większa. Wbrew wszelkim zasadom skręcił w wąską uliczkę i żwawym krokiem ruszył przed siebie.
Nagły huk wystrzału rozległ się po całej okolicy. Ekko wiedział, że nim przybędą siły porządkowe, kryminalistka zdąży uciec. Bez wahania wyszedł na szeroką aleję handlową, gotów się z nią zmierzyć.
Stanął na przeciwko Jinx, pochylającej się nad dwójką mężczyzn w średnim wieku. Jeden z nich leżał bez ruchu w kałuży własnej krwi, najpewniej martwy, a drugi, również ranny, starał się spożytkować wszystkie swoje siły, by uciec, powoli czołgając się po ulicy.
- Chyba zapomniałam czegoś zastrzelić – burknęła pod nosem, mierząc z Rybeńki do wciąż żywej ofiary. – Ostatnie słowa? Ha ha ha! Po prostu zdychaj! – krzyknęła, naciskając spust swojej broni.
Mimo, że nie było szans na przywrócenie życia nieoddychającemu mieszkańcowi, wciąż mógł ocalić jego towarzysza. Chłopiec działał szybko. Uruchomił Napęd Zero, za pomocą którego cofnął nieco czas. Znów ujrzał biednego człowieka, próbującego oddalić się od niebieskowłosej przestępczyni, mierzącej w jego stronę z rakietnicy.
- Chyba zapomniałam czegoś zastrzelić. Ostatnie słowa? Ha ha ha! Po… - nim Wystrzałowa Wariatka skończyła swoją kwestię, łobuz znalazł się między nią a leżącym na ziemi osobnikiem, niczym żywa tarcza. Ciało dziecka przeszył niewyobrażalny ból, gdy przebił go ciemny pocisk.
Wziął głęboki oddech, po czym sięgnął do wspaniałego wynalazku i w mgnieniu oka powrócił do korzystniejszego punktu w czasie. Tym razem przygotował plan, nie był jednak pewien, jak zadziała. Na szczęście nie musiał się tym martwić, miał nieskończoną ilość prób.
- Spluwy. Jakże oryginalnie – rzekł, spluwając na deptak, próbując zwrócić na siebie uwagę. – Namieszałaś już wystarczająco, Jinx.
- Och Ekko, mój drogi Ekko… Słyszałam, że spotkałeś swój paradoks. Dobrze się razem bawiliście?! – wycedziła, śmiejąc się szyderczo, po czym zwróciła się do wyrzutni – Rybeńko, przyszedł czas, by siać zniszczenie!
- Wiesz, podobałaś mi się, zanim zaczęłaś gadać do pukawki.
Pierwsza część strategii chłopca powiodła się, skutecznie zmienił obiekt zainteresowania dziewczyny.
- Zaczynasz mnie nudzić… - rzekła, biorąc do ręki działko obrotowe.
Młody wojownik chwycił swoją broń i wykonał parę płynnych ruchów nadgarstkiem, przecinając powietrze. Niebieskowłosa zwróciła lufę karabinu w jego stronę, nie zdążyła jednak oddać strzału. Wynalazca był znacznie szybszy, w ułamku sekundy znalazł się obok i obezwładnił bandytkę kilkoma szybkimi ciosami.
- Nie możesz zrobić mi krzywdy – zaszlochała teatralnie, podnosząc się z ziemi i otrzepując pył z licznych, powierzchownych ran. – Przecież to ja jestem królową zniszczenia!
Gdy spoglądał na bezsilną zabójczynię, w głowie Zaunity zrodziło się wiele myśli i jedno ważne pytanie. Nie powinien puścić jej wolno, mimo, że bardzo tego pragnął. Wiedział, jak tragiczny w skutkach może być jego wybór. Jednakże wciąż rządziły nim silne uczucia, które kiedyś do niej żywił.
- Nie wygrasz z czasem, Jinx. On jest po mojej stronie.
Z głębi miasta zaczęły dochodzić odgłosy zbliżających się służb porządkowych. Łobuz rozejrzał się dookoła, szukając poszkodowanego mężczyzny. On jednak zniknął, pozostawiając za sobą ciało towarzysza i niebezpieczną wariatkę. Ekko miał tylko nadzieję, że zorganizował mu wystarczająco czasu na ucieczkę.
- Zbliżają się gliny. Radzę ci znaleźć dobrą kryjówkę – rzekł cicho, po czym skręcił w wąską uliczkę i żwawym krokiem ruszył wzdłuż niej.

Gdy odwrócił się, by po raz ostatni spojrzeć na brutalną piękność, zobaczył opustoszały deptak zalany krwią i kilka zużytych naboi, leżących obok ciała. 

Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz