ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ
Łuczniczka wstrzymała oddech i napięła swoje ciało,
jednocześnie je usztywniając. Kiedy wypuściła lodową strzałę, wypuściła
powietrze i zamknęła oczy, by nie widzieć momentu śmierci niewinnego
zwierzęcia. Kiedy z powrotem spojrzała na sarnę, ta leżała na białym puchu,
powoli zmieniając jego kolor na ciemnoczerwony.
Kobieta ruszyła w stronę swojego celu, a kiedy znalazła się
przy nim, uklękła.
- Powierzam cię Avarosie. Twoja ofiara będzie ci
wynagrodzona – powiedziała spokojnym, melodyjnym głosem, trzymając rękę na
skroni martwej zwierzyny. Przesunęła dłoń w stronę jej pyska, by zamknąć jej
już puste i nie wyrażające żadnego uczucia oczy. Następnie wstała i wyciągnęła
z małej kieszonki swoich skórzanych spodni, które zawsze nosiła na polowania.
Mimo, że już od dawna lud Ashe używał innych sposobów na zdobywanie pożywienia
w mroźnych klimatach tundry, to łuczniczka i tak uważała, że w ten sposób
zwierzęta nie otrzymują należytego szacunku. Mimo tego nie mogła żądać zaprzestania łowiectwa, ponieważ zabierało to
dużo czasu, a tak szybko rozwijająca się ludność, potrzebuje więcej jedzenia
niż w ten sposób mogliby uzyskać. Ona jednak nadal praktykowała takie zwykłe
zbieranie pożywienia, jako jedna z nielicznych.
- Niesamowita zdobycz Królowo - odrzekł Soroin, który od
niedawna był pomocnikiem królewskim Ashe. Został nim parę dni po
śmierci jej poprzedniego pomagiera, Weruna, który zmarł nieoczekiwanie na
zawał, mimo że był ledwo co po pięćdziesiątce. To wydarzenie wstrząsnęło
władczynią, ponieważ znała mężczyznę od dzieciństwa i zawsze traktowała go
bardziej jak rodzinę niż członka pałacowej obsługi.
- Śmierć żadnego żywego stworzenia nie jest niesamowita –odparła zirytowana myśleniem sługi Ashe. Ten po chili krępującego milczenia,
przeciągnął zwierzę na płachtę, a następnie ruszył w stronę powozu, którym
tutaj przyjechali. Był oddalony o około kilometr od miejsca upolowania sarny,
więc oboje szli żwawym krokiem, nie zwalniając, by jak najszybciej wrócić do
miasta.
Dwa renifery zaprzężone do niebieskich sań spojrzały na
królową, kiedy ta wsiadała do wozu, jakby czekając na znak do startu.
Łuczniczka odłożyła swoją do specjalnie przygotowanego pokrowca,
przytwierdzonego za miejscem woźnicy. W momencie, gdy kobieta puściła łuk, jego
emitujące światło, lekko osłabło.
Soroin smagnął dwa zwierzęta, wykrzykując przy tym głośne
„Wio”. Te od razu ruszyły, z tempem, jakby za szybkim i szczególnie
niebezpiecznym między drzewami. Ashe zaskoczona tak gwałtownym odjazdem, spojrzała
pytającym, a zarazem zdenerwowanym wzrokiem na sługę, lecz ten cały czas
patrząc na drogę, nic nie dostrzegł.
Przez pierwsze minuty jazdy, wiatr zaczął przybierać na
sile, a kiedy do tego, mimo ostatnich ciepłych dni, zaczął padać śnieg, zrobiło
się bardzo zimno, więc królowa postanowiła założyć swój ametystowo-błękitny
płaszcz i otulić się nim, by zachować trochę ciepła. Szarobiały owczy puch
dawał jej odczucie, jakby była w pałacowym łożu, którego tak bardzo potrzebowała od
tych paru godzin na zimowym powietrzu.
Wyobrażenia ciepła przypomniały kobiecie, że miała
zapytać sługę o męża:
- Soroinie, czy król wspominał tobie, o najbliższych
odwiedzinach delegacji z Noxus?
- Nie. Nic mi o takim zajściu nie wiadomo.
- No dobrze… a więc w przeciągu trzech najbliższych dni,
zawita do nas pięciu przedstawicieli stamtąd, w tym we własnej osobie Katarina
Du Couteau, a więc potrzeba nam przygotować się na przyjęcie gości. Naprawdę
nie możemy dopuścić do popsucia się naszych relacji, albowiem planujemy założyć
nowy szlak handlowy, umożliwiający dostawę nowych broni. Wiem, że zostało mało czasu, ale
jako jeden z lepszych organizatorów, powinieneś sprostać temu zadaniu. Mam nadzieję, że to, jak przedstawiałeś się podczas wyboru następcy
Weruna, nie okaże się tylko podkoloryzowanym kłamstwem.
- Zrobię co w mojej mocy, miłościwa Pani, aby przyjęcie odbyło
się bezbłędnie.
- Cieszę się. Najlepiej gdybyś zaczął działać od razu jak
przyjedziemy.
Powóz zaczął nagle drastycznie zwalniać, jakby zaraz miała
się skończyć droga.
- Co się dzieje Soroinie? Dlaczego się zatrzymujemy?
Sługa z uśmiechem na twarzy odwrócił się w stronę królowej.
Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w zaskoczoną, a także zmartwioną twarz
Ashe.
- Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego się zatrzyma… - Wtedy
dopiero to ujrzała. Od początku widziała, że jego tęczówki są nienaturalnie
jasne, lecz nie zwracała na to większej uwagi, a teraz, kiedy jego twarz
znalazła się metr od niej, potrafiła to dostrzec. One były zamarznięte. Nie
minęła chwila, kiedy łuczniczka zrozumiała, że mężczyzna, który przed nią
siedział, nie był tym za kogo się podawał. Był pod wpływem jakiegoś silnego
uroku, a tylko jedna osoba w tej krainie była zdolna do takiego czynu.
Twarz Soroina, przeszła od szyderczego uśmiechu, do grymasu
nienawiści. Wtedy z jego gardła wydobył się głęboki, charczący głos:
- Zdychaj.
Wtem z pomiędzy drzew zaczęły wychodzić dziwaczne, śnieżne
potwory. Ich ciała były poskręcane i pokryte ciemnoniebieskim lodem. Od czasu
do czasu wystawały z nich rogi, bądź inne części ciała zwierząt. Bestie były
szybkie, lecz zanim podeszły wystarczająco blisko, Ashe zdążyła wyjąć swój łuk.
Zza jej pleców rozległ się donośny, histeryczny śmiech opętanego czarną magią
sługi.
Łuczniczka wyszeptała:
- Avaroso, proszę, pomóż.
Królowa poczuła jak chłodny wiatr przelatuje między
kosmykami jej włosów, napełniając ją mocą przodkini. Kobieta naciągnęła cięciwę
i wypuściła ze swojej lodowej broni salwę strzał, przebijając trzy najbliższe
stwory. Poczwary padły na zmarzniętą ziemię, wijąc się i zastygając w
nienaturalnych pozach. Kolejne strzały wylatywały spod zaczarowanego łuku,
uśmiercając kolejne stworzenia. Było ich coraz mniej i Ashe podniosła się trochę na
duchu, lecz w tym momencie na jej plecy wskoczył jedna ze szkarad. Zaczęła
okładać kobietę, co chwilę tnąc jej skórę pazurami. Bez chwili namysłu
zaatakowana chwyciła magiczną strzałę i wbiła ją w to, co przypominało szyję
lodowego dziwoląga. Ten podniósł się i wydawszy niezidentyfikowane dźwięki, upadł na śnieg i jak pozostałe zesztywniał jak kamień.
Obolała i poobijana łuczniczka uświadomiła
sobie, że śmiech, wydobywający się z przeklętego Soroina, ustał. Szybko podeszła
do niego, by zrozumieć, że moc, która została użyta do zauroczenia go, okazała
się zbyt silna i zamroziła każdą komórkę jego ciała.
Królowa dotknęła jego lodowatej twarzy i oddała jego duszę w
opiece Avarosie. Wtedy usłyszała tupot, jakby setki koni biegnących wprost na
nią. Odwróciła się, by zobaczyć chordę krwiożerczych lodowych bestii pędzących
z na przeciwka. Stanęła prosto, złapała za łuk, skupiła całą swoją uwagę na
przeciwnikach, a następnie przyciągnęła cięciwę do skroni. Ashe wyrównała
oddech i wypuściła ogromną, kryształową strzałę, wydając przy tym donośny
wrzask, z głębi ciała. Pocisk poszybował w górę i runął na grupę stworów,
zabijając je i powstrzymując je zanim zdążyły podejść.
Wyczerpana kobieta wystrzeliła ponad siebie skupioną lodową
moc, która przybrała postać śnieżnego sokoła, który rozpadł się na miliony
płatków śniegu, dolatując na wystarczającą wysokość, by został zauważony. Po tym łuczniczka, otuliła się
znowu płaszczem i zaczekała w saniach na nadejście pomocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz