24 lut 2017

Ashe [8] - Liczy się każda strzała



ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ


Ashe naciągnęła cięciwę swojego łuku i przymrużyła oczy, by wyostrzyć wzrok na sarnie, skubiącej pojedyncze źdźbła obumarłej trawy, wyłaniającej się z pomiędzy powoli topniejącego śniegu. Ciepły i wilgotny wiatr wiejący z brzegów Piltover, spowodował nagłą odwilż w tej części Freljordu, a wraz z nią wzmożoną aktywność tutejszej zwierzyny, która wyszła ze swoich kryjówek, w oczekiwaniu na jakiekolwiek pożywienie, które mogłoby się ujawnić spod śnieżnej pierzyny.
Łuczniczka wstrzymała oddech i napięła swoje ciało, jednocześnie je usztywniając. Kiedy wypuściła lodową strzałę, wypuściła powietrze i zamknęła oczy, by nie widzieć momentu śmierci niewinnego zwierzęcia. Kiedy z powrotem spojrzała na sarnę, ta leżała na białym puchu, powoli zmieniając jego kolor na ciemnoczerwony.
Kobieta ruszyła w stronę swojego celu, a kiedy znalazła się przy nim, uklękła.
- Powierzam cię Avarosie. Twoja ofiara będzie ci wynagrodzona – powiedziała spokojnym, melodyjnym głosem, trzymając rękę na skroni martwej zwierzyny. Przesunęła dłoń w stronę jej pyska, by zamknąć jej już puste i nie wyrażające żadnego uczucia oczy. Następnie wstała i wyciągnęła z małej kieszonki swoich skórzanych spodni, które zawsze nosiła na polowania. Mimo, że już od dawna lud Ashe używał innych sposobów na zdobywanie pożywienia w mroźnych klimatach tundry, to łuczniczka i tak uważała, że w ten sposób zwierzęta nie otrzymują należytego szacunku. Mimo tego nie mogła żądać zaprzestania łowiectwa, ponieważ zabierało to dużo czasu, a tak szybko rozwijająca się ludność, potrzebuje więcej jedzenia niż w ten sposób mogliby uzyskać. Ona jednak nadal praktykowała takie zwykłe zbieranie pożywienia, jako jedna z nielicznych.
- Niesamowita zdobycz Królowo - odrzekł Soroin, który od niedawna był pomocnikiem królewskim  Ashe. Został nim parę dni po śmierci jej poprzedniego pomagiera, Weruna, który zmarł nieoczekiwanie na zawał, mimo że był ledwo co po pięćdziesiątce. To wydarzenie wstrząsnęło władczynią, ponieważ znała mężczyznę od dzieciństwa i zawsze traktowała go bardziej jak rodzinę niż członka pałacowej obsługi.
- Śmierć żadnego żywego stworzenia nie jest niesamowita –odparła zirytowana myśleniem sługi Ashe. Ten po chili krępującego milczenia, przeciągnął zwierzę na płachtę, a następnie ruszył w stronę powozu, którym tutaj przyjechali. Był oddalony o około kilometr od miejsca upolowania sarny, więc oboje szli żwawym krokiem, nie zwalniając, by jak najszybciej wrócić do miasta.
Dwa renifery zaprzężone do niebieskich sań spojrzały na królową, kiedy ta wsiadała do wozu, jakby czekając na znak do startu. Łuczniczka odłożyła swoją do specjalnie przygotowanego pokrowca, przytwierdzonego za miejscem woźnicy. W momencie, gdy kobieta puściła łuk, jego emitujące światło, lekko osłabło.
Soroin smagnął dwa zwierzęta, wykrzykując przy tym głośne „Wio”. Te od razu ruszyły, z tempem, jakby za szybkim i szczególnie niebezpiecznym między drzewami. Ashe zaskoczona tak gwałtownym odjazdem, spojrzała pytającym, a zarazem zdenerwowanym wzrokiem na sługę, lecz ten cały czas patrząc na drogę, nic nie dostrzegł.
Przez pierwsze minuty jazdy, wiatr zaczął przybierać na sile, a kiedy do tego, mimo ostatnich ciepłych dni, zaczął padać śnieg, zrobiło się bardzo zimno, więc królowa postanowiła założyć swój ametystowo-błękitny płaszcz i otulić się nim, by zachować trochę ciepła. Szarobiały owczy puch dawał jej odczucie, jakby była w pałacowym łożu, którego tak bardzo potrzebowała od tych paru godzin na zimowym powietrzu.
Wyobrażenia ciepła przypomniały kobiecie, że miała zapytać sługę o męża:
- Soroinie, czy król wspominał tobie, o najbliższych odwiedzinach delegacji z Noxus?
- Nie. Nic mi o takim zajściu nie wiadomo.
- No dobrze… a więc w przeciągu trzech najbliższych dni, zawita do nas pięciu przedstawicieli stamtąd, w tym we własnej osobie Katarina Du Couteau, a więc potrzeba nam przygotować się na przyjęcie gości. Naprawdę nie możemy dopuścić do popsucia się naszych relacji, albowiem planujemy założyć nowy szlak handlowy, umożliwiający dostawę nowych broni. Wiem, że zostało mało czasu, ale jako jeden z lepszych organizatorów, powinieneś sprostać temu zadaniu. Mam nadzieję, że to, jak przedstawiałeś się podczas wyboru następcy Weruna, nie okaże się tylko podkoloryzowanym kłamstwem.
- Zrobię co w mojej mocy, miłościwa Pani, aby przyjęcie odbyło się bezbłędnie.
- Cieszę się. Najlepiej gdybyś zaczął działać od razu jak przyjedziemy.
Powóz zaczął nagle drastycznie zwalniać, jakby zaraz miała się skończyć droga.
- Co się dzieje Soroinie? Dlaczego się zatrzymujemy?
Sługa z uśmiechem na twarzy odwrócił się w stronę królowej. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w zaskoczoną, a także zmartwioną twarz Ashe.
- Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego się zatrzyma… - Wtedy dopiero to ujrzała. Od początku widziała, że jego tęczówki są nienaturalnie jasne, lecz nie zwracała na to większej uwagi, a teraz, kiedy jego twarz znalazła się metr od niej, potrafiła to dostrzec. One były zamarznięte. Nie minęła chwila, kiedy łuczniczka zrozumiała, że mężczyzna, który przed nią siedział, nie był tym za kogo się podawał. Był pod wpływem jakiegoś silnego uroku, a tylko jedna osoba w tej krainie była zdolna do takiego czynu.
Twarz Soroina, przeszła od szyderczego uśmiechu, do grymasu nienawiści. Wtedy z jego gardła wydobył się głęboki, charczący głos:
- Zdychaj.
Wtem z pomiędzy drzew zaczęły wychodzić dziwaczne, śnieżne potwory. Ich ciała były poskręcane i pokryte ciemnoniebieskim lodem. Od czasu do czasu wystawały z nich rogi, bądź inne części ciała zwierząt. Bestie były szybkie, lecz zanim podeszły wystarczająco blisko, Ashe zdążyła wyjąć swój łuk. Zza jej pleców rozległ się donośny, histeryczny śmiech opętanego czarną magią sługi.
Łuczniczka wyszeptała:
- Avaroso, proszę, pomóż.
Królowa poczuła jak chłodny wiatr przelatuje między kosmykami jej włosów, napełniając ją mocą przodkini. Kobieta naciągnęła cięciwę i wypuściła ze swojej lodowej broni salwę strzał, przebijając trzy najbliższe stwory. Poczwary padły na zmarzniętą ziemię, wijąc się i zastygając w nienaturalnych pozach. Kolejne strzały wylatywały spod zaczarowanego łuku, uśmiercając kolejne stworzenia. Było ich coraz mniej i Ashe podniosła się trochę na duchu, lecz w tym momencie na jej plecy wskoczył jedna ze szkarad. Zaczęła okładać kobietę, co chwilę tnąc jej skórę pazurami. Bez chwili namysłu zaatakowana chwyciła magiczną strzałę i wbiła ją w to, co przypominało szyję lodowego dziwoląga. Ten podniósł się i wydawszy niezidentyfikowane dźwięki, upadł na śnieg i jak pozostałe zesztywniał jak kamień.
Obolała i poobijana łuczniczka uświadomiła sobie, że śmiech, wydobywający się z przeklętego Soroina, ustał. Szybko podeszła do niego, by zrozumieć, że moc, która została użyta do zauroczenia go, okazała się zbyt silna i zamroziła każdą komórkę jego ciała.
Królowa dotknęła jego lodowatej twarzy i oddała jego duszę w opiece Avarosie. Wtedy usłyszała tupot, jakby setki koni biegnących wprost na nią. Odwróciła się, by zobaczyć chordę krwiożerczych lodowych bestii pędzących z na przeciwka. Stanęła prosto, złapała za łuk, skupiła całą swoją uwagę na przeciwnikach, a następnie przyciągnęła cięciwę do skroni. Ashe wyrównała oddech i wypuściła ogromną, kryształową strzałę, wydając przy tym donośny wrzask, z głębi ciała. Pocisk poszybował w górę i runął na grupę stworów, zabijając je i powstrzymując je zanim zdążyły podejść.
Wyczerpana kobieta wystrzeliła ponad siebie skupioną lodową moc, która przybrała postać śnieżnego sokoła, który rozpadł się na miliony płatków śniegu, dolatując na wystarczającą wysokość, by został  zauważony. Po tym łuczniczka, otuliła się znowu płaszczem i zaczekała w saniach na nadejście pomocy.



Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz