21 kwi 2017

Lux [16] - Rozświetlmy to miejsce!

ZAPRASZAMY NA NASZĄ STRONĘ NA FB! KLIKNIJ TUTAJ

Tej nocy Luxanna nie mogła zasnąć choć na chwilę. Był to już piąty dzień pobytu w rodzinnym domu i piąty dzień z rzędu, w którym nie mogła posługiwać się swoją mocą. Co prawda dla dziewczyny nie było to trudne, by jej po prostu nie używać. Chodziło o to, że właśnie tego potrzebowała najbardziej. Gdyby chociaż na chwilę mogła wypuścić z koniuszków swoich palców najcieńszą smugę jasnego światła, byłoby to dla niej jak wyczekiwany odpoczynek po długiej i wyczerpującej podróży. Czarodziejka co chwilę wierciła się z boku na bok, nie mogąc odpędzić myśli od chwycenia za swoją różdżkę i rzucenia paru zaklęć.
Od czasu gdy pani Maulle zamknęła za sobą drzwi od sypialni Lux, życząc jej słodkich snów, minęły zaledwie trzy godziny, lecz przepełnionej energią, młodej kobiecie, wydawało się, że leży sama w swoim łóżku od paru wieków. By zająć jakoś czas i jednocześnie przestać myśleć o swojej mocy, dziewczyna postanowiła wyjść na balkon, by się przwietrzyć. Stwierdziła, że jeśli chłodne, świerze powietrze nie przepędzi zadręczających ją myśli, to już nic tego nie zrobi.
Postąpiła, tak jak postanowiła i po chwili otwierała już duże, szklane drzwi, prowadzące na zewnątrz. Od razu objęła ją rześkość czystego, niczym niezepsutego, demaciańskiego wiatru, przylatującego tu znad północy. Luxanna odetchnęła pełną piersią.
- Tego mi brakowało… - wyszeptała, uśmiechając się z błogością.
Czując, że jej ciało zaczyna przemarzać, sięgnęła po swoją, srebrno-niebieską podomkę z kożuchem po wewnętrznej stronie, która jak zwykle leżała na oparciu krzesła stojącego  przy stoliku, zaraz obok wyjścia na balkon. Założyła na siebie okrycie i przycisnęła je do siebie, pozwalając by miękki puch rozgrzewał jej ciało.
Noc była niesamowita. Po niebie nie płynęła ani jedna, nawet najmniejsza chmurka, a gwiazdy odgrywały swój nieziemski taniec, mieniąc się i ukazując drugą, piękniejszą stronę mroku, który następuje po zmierzchu.
Wtedy, rozmyślając tak o gwieździstym sklepieniu, Lux przypomniała sobie, jak czasami lubiła się wymykać na dach swojego domu, by widzieć cały nieboskłon i podziwiać błyszczące w oddali punkty.
Dziewczyna rozejrzała się dokoła, a widząc, że w pobliżu nikogo nie ma, podeszła do lewego brzegu balkonu, gdzie na stalowych kratach rosły pnące, czerwone róże. Bez większego namysłu czarodziejka chwyciła za pręty i śmiejąc się pod nosem ruszyła w górę, by po chwili być już na budynku. Wtedy dopiero poczuła, że naprawdę jest sobą i że nie musi się niczym martwić. Położyła się na zimnej powierzchni dachu, izolując ją od siebie podomką, a następnie zaczęła marzyć. „A co by było gdybym, nie miała swojej mocy? Czy robiłabym to samo co teraz? Czy wstąpiłabym do armii jak Garen? A co gdybym postanowiła wtedy opuścić Demacię i w pełni oddać się magii, z którą się urodziłam?” rozmyślała Lux. Te nagłe potoki myśli, były jak obmycie twarzy zimną wodą z rana. Tego właśnie potrzebowała. Chwili spokoju i momentu, w którym będzie w końcu mogła wziąć oddech.
W pewnym momencie czarodziejka usłyszała czyjś głos, a po nim kolejny i kolejny. Nie należały one do nikogo z jej rodziny. Należały one do dzieci, ale mimo, że w jej domu nie było ani jednego, ona i tak czuła, że skądś je zna. Po chwili ja olśniło. To był Olivier, a z nim reszta dzieciaków z jego pokoju. Otóż, ten chłopiec był od urodzenia podopiecznym lokalnego sierocińca, założonego około czterdzieści lat temu, przez ciotkę Lux, Larissę. „Tak dawno ich nie widziałam” pomyślała dziewczyna, a następnie zebrała się w sobie i paroma zgrabnymi ruchami ześlizgnęła się po stromym zboczu domu na chodnik. Nie sprawiło jej to większego kłopotu, ponieważ odkąd w wieku dziewięciu lat po raz pierwszy wymknęła się w nocy z domu, jej umiejętności w bezszelestnym i szybkim przemieszczaniu się wokół budynku znacząco się poprawiły.
Chwilę później gromadka dzieci wysunęła się zza rogu. Spośród nich najstarszy był właśnie dziesięcioletni Olivier, a najmłodsza pięcioletnia Silma, która po ujrzeniu swojej ukochanej, najulubieńszej dorosłej, pisnęła radośnie i podskakując podbiegła do Lux.
- Wróciłaś, wróciłaś! – krzyczała mała
- Ciii, Sil. Nikt nie wie, że tu jestem.
Wtedy cała zgraja rzuciła się na dziewczynę, by wyściskać ją najmocniej jak się dało. To była największa zapłata, jaką czarodziejka mogła sobie wymarzyć, za parę lat spędzonych na opiece i nauce dzieci z sierocińca. Dlatego też żadne z nich nie zdziwiło się jak z oczu ich autorytetu pociekły łzy szczęścia i wzruszenia. Jasnowłosa ściskała, i całowała każdego, mówiąc przy tym jak bardzo wyrośli, lub jak pięknie wyglądają. Po wszystkim odezwał się Olivier:
- Nie wiedzieliśmy, że wróciłaś. Czemu do nas nie przyszłaś?
- Wiesz, nie miałam za dużo czasu ostatnio, ciągle jakieś wyjazdy i misje. Czasami nawet nie zdążyłam się rozpakować, a już musiałam jechać gdzieś indziej – mówiła, ocierając łzy i śmiejąc się Lux – a tak w ogóle to co wy robicie o tak późnej porze na zewnątrz?
Cała gromada nagle ucichła i każdy zaczął patrzeć w ziemię i odwracać wzrok od czarodziejki. Wszyscy wstydzili się odpowiedzieć.
- Oj nie martwcie się – Lux nachyliła się and dziećmi – nic  nie powiem, pani Gilldrough, jeśli wy nikomu nie powiecie, o tym kogo dzisiaj spotkaliście. Umowa stoi?
- Stoi! – wyszeptały, lecz dosyć donośnie dzieci, a następnie  zaśmiały się cicho, widząc po raz pierwszy jak dorosły łamie zasady. Co prawda dziewczyna mogła wyjść o każdej porze, lecz dla tych pociech wyjście po dwudziestej z domu dziecka było czymś na skalę ucieczki z więzienia Billiego Bertsa z historii, które często opowiadał swoim współlokatorom Olivier.
Czarodziejka, namyśliła się chwilę, a następnie powiedziała:
- Macie ochotę zobaczyć coś naprawdę superowego?
- Tak! – wykrzyknęły cały czas szeptając dzieci.
- To chodźcie.
Całą gromadą przemknęli między patrolującymi strażnikami, aż do parku znajdującego się nieopodal. Lux kazała wszystkim położyć się na trawie tak, by widzieli dobrze niebo. A kiedy każdy leżał już wygodnie na trawniku, dziewczyna stanęła pomiędzy nimi i unosząc ręce do góry, wysłała pojedynczą wiązkę światła, która po dotarciu na odpowiednią wysokość wybuchła, ukazują najróżniejsze mieszaniny barw i odcieni. Kolory wirowały na niebie tworząc różne kształty, które w połączeniu z błyszczącymi gwiazdami, dawały efekt, którego nie dało opisać się zwykłymi słowami.
 Każde z dzieci zachwycone magią, jaką przed chwilą ujrzały, prosiły Lux o więcej. Niestety Pani Jasności nie mogła sobie pozwolić na to, by ktoś złapał ją na gorącym uczynku, więc jak najszybciej zebrała wszystkich i  wymijając zdezorientowanych żołnierzy pobocznymi uliczkami, dotarli bezpiecznie pod sierociniec. Tam czarodziejka pożegnała swoich dawnych podopiecznych, a następnie sama wróciła do domu.

Kładąc się z powrotem do łóżka, Lux czuła, że tej nocy nie będzie już miała problemów z zaśnięciem.



Zapraszamy do oceniania naszych prac w komentarzach na dole. Uwierzcie, że one dają dużo motywacji.
Zajrzyjcie też do naszych innych opowiadań. Nie pożałujecie :D

8 komentarzy:

  1. mega, dziś znalazłem waszą stronę i przeczytałem już wszystkie opowiadania, jeśli można prosiłbym o opowiadanie z shenem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Cieszymy się, że nasze opowiadania Ci się podobają. Postaramy się napisać coś o Shenie. Pamiętaj, zawsze w piątek o 18:00 pojawia się nowe opowiadanie.

      Usuń
  2. Interpunkcja leży i kwiczy, składnia zdań tak samo, i gdzie są akapity? Zrozumiałabym, gdyby to było pierwsze amatorskie opowiadanie, ale, to już jest 16 rozdział, i poprawy nie widać, słabo rozeinięte, opisów prawie żadnych, akcja toczy się zbyt szybko. Nie rozumiem jaki sens miał ten rozdział... Jak widać marzenia nie mają mocy sprawczej i do napisania czegoś choćby dobrego, trzeba się trochę wysilić, poczytać o tym trochę, a już ZWŁASZCZA o interpunkcji. Tego życzę i Tobie, autorze. Poczytaj może trochę ciekawych książek? Albo znajdź jakieś artykuły/blogi/cokolwiek dające poradniki o pisaniu. Wiem, że takowe znajdują się na Stracznych i Miłosnych historiach (aplikacja na telefon). Admini na apce również służą pomocą, na koniec życzę tylko powodzenia w rozwijaniu umiejętności pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarz. Chciałbym tylko wyjaśnić coś. To nie są rozdziały. To po prostu numeracja kolejnych opowiadań.
      Szkoda, że komentarz jest anonimowy, bo gdyby nie był moglibyśmy zobaczyć Twoje idealne opowiadania.
      Ps wymyślanie błędów na siłę, udowadnia tylko, że nie jesteś kompetentny do oceniania opowiadań w bardziej profesjonalny sposób. ;-)

      Usuń
    2. Zalecałbym troszeczkę więcej pokory. Wyżej wypowiadający się towarzysz w płaszczyku anonima słusznie zwrócił wam uwagę, że posiadacie problem z implementacją znaków przestankowych. Nie jestem zdania, jak to zostało ujęte, że: "interpunkcja leży i kwiczy", ale jest to element wymagający od was większego przygotowania, uwagi oraz doinformowania w tejże kwestii.

      Nie trzeba wcale być doświadczonym pisarzem i autorem niezliczonej masy opowiadań, żeby zabierać głos, jako krytyk. Wyżej wspomniany kolega być może nie przedstawił swojej opinii w sposób kurtuazyjny, ale podał wam parę wskazówek. Dobrze postawione akapity poprawią przejrzystość waszych prac, większa pieczołowitość oraz skrupulatność przy interpunkcji postawi w dobrym świetle was wraz z tekstem. Naprawdę polecam wam przeczytać wasze dzieło na głos dokładnie tak, jak miałaby to być recytacja. Z łatwością powinniście dostrzec interpunkcyjne uchybienia.

      Co do wymyślania błędów. Słabo rozwinięty opis, bądź też powolne tempo akcji nie jest czymś, co można nazwać błędem.Są to wady wynikające z ubogiego warsztatu pisarskiego. Można postawić sobie pytanie: czy autorzy tych prac mają problemy z wyżej wymienionymi aspektami? Niestety na bazie tak krótkich publikacji jest to ciężko jednoznacznie stwierdzić. Może bardziej skłaniałbym się ku zabraniu głosu w sprawie metody, za pomocą której przedstawiacie świat opowiadania oraz to, co jest z nim nierozłącznie związane. Myślę, że to temat dobry na wasze przyszłe twory.

      Osobiście mam dla was jeszcze dwie propozycje.

      Po pierwsze polecałbym wam przysiąść i w swojej głowie ułożyć scenariusz ciekawej i spójnej historii, która będzie dotyczyć jednej, albo paru postaci. To byłoby lepszym wabikiem na potencjalnych czytelników niż cotygodniowa ściana tekstu o losowym bohaterze, gdzie ukazany jest wątek nie wiadomo o czym i w jakim celu. Możliwe, że macie już takie plany, albo nawet i jesteście w trakcie ich realizacji, ale uznałem zgodnie z sumieniem, że warto przedstawić swój subiektywny punkt widzenia.

      Teraz druga kwestia. Kiedy reklamujecie się na forum, to moglibyście wrzucić zajawkę treści, jaka czeka na użytkownika po kliknięciu w link. Niektórych sam obraz odnośnika odstrasza. Zróbcie to na zasadzie: "jesteście głodni więcej tego typu opowiastek z uniwersum League of Legends? Wpadnijcie do nas po więcej, by zaspokoić swe pragnienie!". To powinno, według mojej opinii, opierać się na tej regule. Wasza obecna forma promowania to troszeczkę brak szacunku do samego forum i jego bywalców.

      Pomyślcie nad tym.

      Poza tym fajnie jest widzieć pasjonatów - ludzi, którzy mają ambicje i posiadają siłę do realizacji swoich pomysłów tudzież konceptów. Życzę wam z całego serca wielu komentarzy, wiernych czytelników, nowych idei, nieskończonych pokładów cierpliwości i odrobiny samokrytyki. Będę stale śledził wasze poczynania ;)

      Usuń
    3. Dzięki za komentarz! Cieszymy się,że zwracasz nam uwagę w nieco "inny" sposób.
      Planujemy zostać przy takiej formie, czyli krótkie i mamy nadzieję przyjemne w czytaniu teksty o wielu bohaterach. Nie chcemy za bardzo zmieniać historii postaci ani dodawać wielu elementów, dlatego skupianie się na jedenj, ewentualnie dwóch mogłoby być dosyć problematyczne.
      Jeśli chodzi o interpunkcję,każdemu zdarzają się błędy, staramy się jednak nad tym pracować. Co do akapitów, blogger je "psuje" zrobione wcześniej w wordzie i prawie niemożliwe jest dodanie ich w taki sposób, by wyglądało to jakoś sensownie.
      Jednakże dziękujemy za wszystkie rady i dobre słowa, na pewno mamy wiele do przemyślenia!
      Mamy nadzieję, że gdy niedługo zajrzysz na naszego bloga, zauważysz znaczną poprawę! :D

      Usuń
    4. Tak jeszcze dodam, możliwe, że zareagowaliśmy trochę zbyt mocno na poprzedni komentarz, ale ostatnie opowiadanie, pod którym wyzywano nas za błędy interpunkcyjne i inne tego typu sprawy, zostało sprawdzone przez polonistę, który nie zauważył żadnego braku przecinka ;) Od tego czasu jesteśmy troszeczkę wrażliwi na takie niezbyt kulturalne uwagi, które nawet nie zostały poparte sensownymi przykładami.

      Usuń
  3. W waszym przypadku, jeśli mówię o ewentualnych błędach interpunkcyjnych, raczej nie chodzi o brak przecinków, a ich rozmieszczenie. Mam na myśli nadmiar i niewłaściwie umiejscowienie. Służę przykładami, żebym nie stawiał sobie świadectwa gołosłownego człowieka.

    1."Od czasu gdy pani Maulle zamknęła za sobą drzwi od sypialni Lux, życząc jej słodkich snów, minęły zaledwie trzy godziny, lecz przepełnionej energią, młodej kobiecie, wydawało się, że leży sama w swoim łóżku od paru wieków."

    Nie uważacie, że lepszym pomysłem byłoby rozbicie tego zdania na dwa mniejsze? W dodatku spójrzcie: gdybyście postawili przecinek przed - akurat tutaj jest to zaimek - słowem "gdy", to wtedy automatycznie eliminujecie ten przed bezokolicznikiem "życząc". Od razu ulega poprawie wizerunek tego zdania. Zerkamy dalej: znak przestankowy przed czasownikiem "wydawało się" jest całkowicie zbędny. Wyrzuciłbym jeszcze przymiotnik "młodej". Efekt:

    "Od czasu, gdy pani Maulle zamknęła za sobą drzwi od sypialni Lux życząc jej słodkich snów, minęły zaledwie trzy godziny, lecz przepełnionej energią kobiecie wydawało się, że leży sama w swoim łóżku od paru wieków."

    Niestety pisanie rozbudowanych zdań stwarza pewne komplikacje i po prostu wymusza bardzo dobre ulokowane przecinków. Świetnie rozumiem wasze chęci, bowiem sam siedzę w tej branży. Czasem warto pójść na kompromis i postawić na o wiele prostsze i bynajmniej gorsze rozwiązanie.

    Jedziemy dalej.

    2. "Czując, że jej ciało zaczyna przemarzać, sięgnęła po swoją, srebrno-niebieską podomkę z kożuchem po wewnętrznej stronie, która jak zwykle leżała na oparciu krzesła stojącego przy stoliku, zaraz obok wyjścia na balkon."

    Przecinek przed epitem można śmiało wystrzelić w kosmos. Efekt:

    "Czując, że jej ciało zaczyna przemarzać, sięgnęła po swoją srebrno-niebieską podomkę z kożuchem po wewnętrznej stronie, która jak zwykle leżała na oparciu krzesła stojącego przy stoliku, zaraz obok wyjścia na balkon."

    Niby drobnostka, a jest o wiele lepiej.

    3. "Otóż, ten chłopiec był od urodzenia podopiecznym lokalnego sierocińca, założonego około czterdzieści lat temu, przez ciotkę Lux, Larissę."

    Przecinek po partykule wprowadzającej pakuje manatki i odlatuje w siną dal. Wraz z nim wybiera się ten przed przyimkiem "przez", a ten po imieniu głównej bohaterki opowiadania wymieniamy na myślnik. Efekt:

    "Otóż ten chłopiec był od urodzenia podopiecznym lokalnego sierocińca, założonego około czterdzieści lat temu przez ciotkę Lux - Larissę."

    4. "To była największa zapłata, jaką czarodziejka mogła sobie wymarzyć, za parę lat spędzonych na opiece i nauce dzieci z sierocińca."

    Po szybkiej korekcie mam taki efekt:

    "To była największa zapłata, jaką czarodziejka mogła sobie wymarzyć za parę lat spędzonych na opiece i nauce dzieci z sierocińca."

    5. "Jasnowłosa ściskała, i całowała każdego, mówiąc przy tym jak bardzo wyrośli, lub jak pięknie wyglądają."

    Znak przestankowy przed spójnikiem robi wypad, tak samo czyni ten przed bezokolicznikiem. Pojawia się za to nowy. Efekt:

    "Jasnowłosa ściskała i całowała każdego mówiąc przy tym, jak bardzo wyrośli, lub jak pięknie wyglądają."

    6. "- Wróciłaś, wróciłaś! – krzyczała mała"

    Fundamentalne potknięcie, ale praktycznie niezauważalne - brak kropki na końcu.

    7. "Po chwili ja olśniło." - nie ma znaku diakrytycznego.

    8."Stwierdziła, że jeśli chłodne, świerze powietrze nie przepędzi zadręczających ją myśli, to już nic tego nie zrobi." - Jak widać trafił się jeszcze ortograf. Przymiotnik "świerze" wymieniłbym na "świeże".

    Te ostatnie to już trochę tzw. przypieprzanie się praktycznie o nic, ale miejcie na uwadze, że mogą trafić wam się osobnicy, którzy nie omieszkają wam wytknąć najmniejszych niedociągnięć. Potem na ich podstawie bez skrupułów zmieszają was z błotem. Ludzie są różni.

    OdpowiedzUsuń